Mateusz Matysiak

„Wizje Natury 2011″

VII Międzynarodowy Festiwal Fotografii Przyrodniczej

Izabelin 19-20 listopada 2011 r.

Tradycyjnie w listopadzie, w Izabelinie, w Kampinoskim Parku Narodowym, pod Warszawą spotykają się miłośnicy przyrody i fotografii. Było to już siódme spotkanie, a moja piąta na nim obecność.
Oficjalnie festiwal zaczyna się w sobotę, a naprawdę w piątkowy wieczór, ponieważ wielu uczestników przyjeżdża wcześniej. Ten wieczór ma też już swoją tradycję. Piękne są chwile, kiedy przyjeżdżają kolejni uczestnicy, często nie widziani od poprzedniego Izabelina. Wszyscy siedzą do późnej nocy i po hoteliku rozbrzmiewają wesołe rozmowy. To jest prawdziwa festiwalowa atmosfera.

Już tego wieczoru zaintrygował mnie Maciej Fiszer. W ubiegłym roku zaskoczył pokazem „Metamorphosis” o magicznych miejscach w Puszczy Noteckiej, a tego wieczoru w zabawny sposób opowiadał o pracy nad „Wielkopolskim kalendarzem rolniczym”. O tym jak niezwykły jest to kalendarz mogłam przekonać się dopiero w domu, kiedy wyjęłam go z opakowania – na każdej stronie obok siebie zestawione są XVI wieczna rycina i adekwatna do niej malarska fotografia Maćka. Jest to absolutnie niebanalny kalendarz, z pięknymi fotografiami Maćka, inny niż wszystkie jakie widziałam. Zawsze kiedy będę spoglądała na kartkę kalendarza, zwłaszcza z prosiaczkami, będą się uśmiechała.

Sobota 19 listopada 2011

Sobota powitała nas pięknym, zupełnie nielistopadowym słońcem. Zapowiadał się bogaty w wydarzenia dzień – od godziny 10, do późnych godzin wieczornych prezentacje, spotkania, wystawy.
Do tej pory organizatorom udało się zapraszać na festiwal wielkie osobowości fotografii przyrodniczej. W tegorocznym programie znalazłam kilka znajomych nazwisk, znałam już trochę dokonania tych osób, ale byłam ciekawa co nowego zobaczę. Kilka nazwisk było mi obcych i tym bardziej byłam ciekawa, co pięknego zobaczę, co ciekawego, zaskakującego się dowiem.

Otwarcia festiwalu dokonali Grzegorz Okołów – wiceprezes ZPFP oraz Dyrektor KPN Jerzy Misiak.
Program zainaugurowany został pokazem prac nagrodzonych w poprzedniej edycji festiwalu Wizje Natury – „Ciemno i straszno” oraz „Łosiowa codzienność” Roberta Toczewskiego, relacją ze zjazdu IFWP, który odbył się w Austrii oraz prezentacją fotografii nagrodzonych w konkursie na Fotografa Roku 2011 International Federation of Wildlife Photography. W gronie nagrodzonych w tym konkursie znaleźli się członkowie ZPFP :

Leszek Paradowski (Okręg Wielkopolski) w kategorii Krajobraz za „Dwa światy” otrzymał 1 nagrodę,
Agnieszka Czarnocka (Okręg Mazowiecki) w kategorii Rośliny, grzyby, porosty za „Niebezpieczne związki” również 1 nagrodę,
Robert Dejtrowski (Okręg Mazowiecki) w kategorii Inne zwierzęta za „Łańcuch pokarmowy” otrzymał 1 nagrod,
Mateusz Matysiak (Okręg Wielkopolski) za „Wydrzyka w natarciu” w kategorii Ptaki – 3 nagrodę.

Kolejnym punktem programu było ogłoszenie wyników Konkursu na Fotografa Roku 2011. ZPFP po raz dziewiąty przeprowadził ten konkurs i z 8 okręgów (Łódzki, Mazowiecki, Krakowski, Pomorsko-Kujawski, Roztoczańsko-Podkarpacki, Toruński, Wielkopolski) zgłoszono 362 fotografie. Obejrzeliśmy wszystkie zdjęcia, a następnie poznaliśmy werdykt jury w składzie: Adam Ławnik (Przewodniczący), Michał Budzyński, Łukasz Kuczkowski. Przyznano nagrodę główną oraz nagrody i wyróżnienia w ośmiu kategoriach.
Fotografem Roku ZPFP 2011 został MATEUSZ MATYSIAK z Okręgu Wielkopolskiego za zdjęcie pt. „Wydrzyk w natarciu”.
Pozostałe zdjęcia nagrodzone i wyróżnione można obejrzeć w Galerii >>>

Moje zastrzeżenia budziła jednak forma tej uroczystości. Wręczenie nagród dla najlepszych fotografów, to w końcu ważne wydarzenie Festiwalu, a zabrakło atmosfery, która wskazywałaby na rangę tego konkursu i nagrody. Niestety, niewielu nagrodzonych przyjechało po odbiór nagród, w zastępstwie odbierali je koledzy z Okręgów, nagrodzeni ustawiali się pod ścianą, zamiast wchodzić na scenę – wyglądało to nie elegancko. Dopiero kiedy wyczytano i wręczono dyplomy poproszono wszystkich o wstąpienie na scenę i każdemu jeszcze wręczono nagrodę.

Po prezentacjach nastąpiła przerwa, podczas której można było obejrzeć wystawę zdjęć Bartka Dybowskiego pt. „Karpaty polskie” oraz pokłosie konkursu na Fotografa Roku 2011 International Federation of Wildlife Photography

Prezentacje Paolo Volponi

Sesja popołudniowa zapowiadała się bardzo interesująco. W programie jako gość zagraniczny zapowiedziany był Paolo Volponi: „Zdjęcia z projektów dla National Geographic Polska”. Włoskie nazwisko, więc spodziewałam się włoskich klimatów. Jakież było moje zaskoczenie kiedy poinformowano, że Paolo zaprezentuje min. film o konikach polskich. Okazało się, że Paolo mówi świetnie po polsku i w naszym kraju realizuje swoje przyrodniczo-fotograficzne pasje. Pierwszym tematem jaki realizował w Polsce były bieliki, potem koniki polskie, teraz robi film o Wiśle – od źródeł do ujścia. Ma kolejne plany związane z polską przyrodą.

Film o konikach polskich jest piękny, ale jedna ze scen wzbudziła szczególne emocje widowni – scena porodu. Po projekcji Paolo musiał opowiedzieć jak udało mu się to nakręcić. Dowiedzieliśmy się, że było to bardzo trudne przedsięwzięcie, ponieważ klacze są bardzo płochliwe, a poród trwa zaledwie kilka minut. Przez trzy dni i trzy noce ekipa chodziła za klaczą wszędzie i kiedy już prawie mieli się poddać, klacz zaczęła się dziwnie, nerwowo zachowywać, atakować inne konie. Postanowiono więc poczekać jeszcze godzinę i w tym czasie klacz zaczęła rodzić! Ekipa stała ok 50 m od niej, a potem nawet zaczęli się zbliżać, bardzo ostrożnie, i nawet zapalili światło. Klacz zaakceptowała to, może dlatego, że przez te kilka dni śledzenia przyzwyczaiła się do ludzi.

Fragment filmu >>>

W przerwie można było kupić od Paola książkę o bielikach. Już na pierwszy rzut oka wzbudziła moje wielkie zaciekawienie. Włoch napisał TAKĄ książkę o bielikach. Zapytałam jak to się stało? Jak stało się, że robi filmy przyrodnicze i skąd zainteresowanie bielikami.
Opowiedział, że wszystko zaczęło się w wieku 12 lat, kiedy towarzyszył swojemu starszemu bratu, którego wielką pasją była przyroda, fotografia, chodził do klubu fotografów przyroda. Razem odbywali wyprawy w teren, chodzili w woderach po bagna w okolice Ravenny, tam gdzie były wielkie kolonie ślepowronów, czapli biały i nadobnych (egretta garzetta). … Paolo też zaczął robić zdjęcia i wychodziły mu całkiem nieźle. Kiedy miał 12 lat, będąc w górach zrobił ładną fotografię koziorożca, wysłał na jakiś konkurs i wygrał. Co roku z rodziną spędzali wakacje w Alpach w Parku Narodowym Gran Paradiso. Niedawno nakręcił tam właśnie film o koziorożcach…
Jako kierunek studiów wybrał socjologię mając na myśl, że będzie fotoreporterem i to właśnie robi.
W 1993 r. przyjechał do Polski, do Słowińskiego Parku Narodowego. Siedząc na wydmach i podziwiając wspaniały krajobraz pierwszy raz zobaczył parę bielików. Ten wspaniały widok zadecydował, że Paolo związał się z Polską (w książce jest piękny opis tego pierwszego spotkania). Przez kilka lat śledził, dokumentował i opisywał życie bielików. Zgromadził pokaźny zasób informacji o tych ptakach i napisał przepiękną książkę pt. „Bielik –Król polskich ptaków. Życie herbowego ptaka Polski w końcu XX wieku”.
Dowiedziałam się jeszcze, że Paolo żyje między Warszawą a Ravenną. W Polsce znajduje intrygujące tematy, ma więc ciekawą pracę – jest reżyserem, operatorem, montuje materiał, współpracuje z fajnymi ludźmi np. z producentem Wojtkiem Szczudło, który prowadzi studio filmowe Kalejdoskop.
Paolo współpracował też z BirdLife International i „National Geographic Polska”. Pasjonuje go odkrywanie bliskich związków między człowiekiem i naturą, np. relacje niedźwiedź – człowiek w Rumunii. Szczególnie ciepło, nie tylko ze względu na klimat wspomina pobyt na Madagaskarze. Zapytany, czy jest coś, co szczególnie go interesuje, odpowiedział, że ostatnio zainteresowały go ryby, zakochał się łososiach, a kolejnym tematem, który będzie realizował będzie Biebrza. Wszystko to sprawia, że jest człowiekiem zadowolonym.

Podczas przerwy można było kupić książkę Paola z autografem, najnowszy piękny numer FotoNatury i Ptaków Polski, odwiedzić stoiska sponsorów.

Prezentacja Grzegorza Bobrowicza

Kamczatka G Bobrowicz[1]
Grzegorz Bobrowicz Kamczatka
 

Po przerwie miała miejsce ostatnia tego dnia autorska prezentacja, której bohaterem był Grzegorz Bobrowicz. Najpierw w ciszy przenieśliśmy się za sprawą pięknych zdjęć na Kamczatkę. Miałam okazję być na spotkaniu z Grzegorzem we Wrocławiu, na którym prawie na świeżo opowiadał o swoje wyprawie w to odległe miejsce. Byłam wówczas bardzo zaskoczona, że Kamczatka to tak kolorowa i piękna kraina. Chyba nie tylko ja byłam zachwycona prezentacją, bo po jej zakończeniu Grzegorz został zasypany pytaniami dotyczącymi tej wyprawy. Szczególne zainteresowanie wzbudziły jego bliskie spotkania z niedźwiedziami, a jeden z nich znalazł się na plakacie festiwalowym. Galeria Kamczatka >>>

Pokaz diaporam

Po tym ekscytującym spotkaniu odbyły się konkursowe pokazy diaporam. 17 autorów zgłosiło 28 pokazów w kategoriach: Przyroda, Kreacja , Życie zwierząt. Do prezentacji w ramach preselekcji wybrano 14 pokazów. I muszę przyznać, że w tym roku każda z prezentacji była ciekawa. Publiczność również typowała swojego faworyta i miałam problem z wyborem, którą diaporamę wskazać..
Dzień zakończył się przy ognisku i wszyscy z apetytem pałaszowali bigos i popijali piwo. Wielką przyjemnością było dla mnie tego wieczoru spotkanie z Efka, czyli Ewą Kacperek które jak zwykle bardzo ciekawie opowiadała o swojej kolejnej afrykańskiej wyprawie i spotkaniu z gorylami. Bardzo bym chciała, żeby to opisała, żeby te wspomnienia nie wyblakły. Ewa przysłała mi kilka zdjeć.

Niedziela 20 listopada 2011

Pokaz Artura Homana

Artur Homan Młoda kukułka
Artur Homan Młoda kukułka

Jako pierwszy wyświetlono film Artura Homana „Rytmy natury w Dolinie Baryczy”, którym kilka miesięcy temu zachwycała się moja 3,5letnia bratanica,choć film jest jak najbardziej dla dorosłych. Kazała sobie puszczać ten film przez kilka dni. „Rytmy natury…”to piękna opowieść o przyrodzie jednego z najpiękniejszych miejsc w Polsce i królestwie ptaków, czyli Dolinie Baryczy. Poznajemy cztery pory roku tej krainy, w różnych porach dnia – i w dzień i w nocy, w różnych stadiach rozwoju i wzrostu a dzięki zdjęciom interwałowym bardzo efektowne są ujęcia rozkwitających wiosennych roślin. Atutem filmu jest również pokazanie Doliny z różnej perspektywy – z ziemi, z wody i z lotu ptaka oraz pokazanie miejsc i sytuacji jakie nie są dostępne dla zwykłego śmiertelnika.
Największe emocje na widowni wzbudziła scena z kukułką – kiedy pisklaczek podrzutek z wielką determinacją wyrzuca z gniazda malutkie jajeczka prawowitego właściciela – trzcinniczka. Miałam bardzo mieszane uczucia – czy dopingować w tej czynności tego małego „bandytę”. Żal mi było bardzo właścicieli jajeczek, a okazało się, że te małe ptaszynki nie zauważyły ubytku w gnieździe i karmiły nieustannie głodne i rosnące jak na drożdżach kukułcze. Niesamowity był widok tego monstrualnego „pisklaczka” siedzącego na delikatnym gniazdku trzciniaczka. Scena pozostanie w pamięci na zawsze. Zastanawiałam się, jak ja był się zachowała gdybym była świadkiem takiej sceny – w zasięgu ręki. Artur wytrwał i nie ingerował.

homan_baczek_005_piw_30
Artur Homan Bączek

Nie tylko ja byłam pod wrażeniem tej sceny. Arek Szaraniec na gorąco opisał swoje refleksje i już w poniedziałek miałam jego tekst z refleksjami w skrzynce, a potem jeszcze kolejne PS1, PS2, PS3 :) „Niełatwy żywot kukułki” >>>

Ile pasji i samozaparcia trzeba mieć aby taki film nakręcić. Ten 36 minut filmu kosztował ponad 2 lata pracy. Zawsze kiedy oglądam polskie filmy przyrodnicze ogarnia mnie złość, że nie są promowane w polskich mediach, że polska przyroda przegrywa z egzotyczną, cudzą przyrodą. Wielu ludzi nawet nie wie, że mamy takich wspaniałych przyrodniczych filmowców.

Prezentacja Lecha Kostkiewicza

Kolejna prezentacja rozczarowała mnie. Lech Kostkiewicz miał pokaz autorski – dwie prezentacje: „Historia jednego poranka” i „Marzyciele” . Byłam kiedyś na spotkaniu z Leszkiem, na którym opowiadał o swojej pasji fotograficznej i przyrodniczej – szczególnie utkwiła mi opowieść o zimorodkach. Spodziewałam się podobnego pokazu, a mam niedosyt. Ledwo się zaczęło, już się skończyło. A naprawdę Lechu ma co pokazać ! Galeria >>>> Dostaje ode mnie reprymendę !! i liczę na rekompensatę.

Prezentacja Piotra Malczewskiego

Kolejny pokaz natomiast oglądałam z wielkim sentymentem, bo takie uczucia wzbudza we mnie zawsze Bajkał. Jest to jedno z dwóch miejsc, które poznałam z książek w dzieciństwie i zrobiło wtedy na mnie niezapomniane wrażenie – Bajkał – z książki Dybowskiego i jest niestety niespełnionym marzeniem. Dlatego zawsze, z ogromną ciekawością słucham opowieści ludzi, którzy odwiedzają ten niezwykły rejon, to cudowne jezioro i spotykają żyjących tam wspaniałych ludzi. W Izabelinie przepięknie opowiadał o swojej wyprawie nad Bajkał Piotr Malczewski wspierając opowieść pięknymi zdjęciami. Wyprawa była nietypowa, bo kajakowa, choć nie do końca, ponieważ uczestników było dwóch, kajak dosyć wiekowy, nie dający sobie rady z obciążeniem. Więc panowie płynęli na zmianę – jeden z bagażem w kajaku, a drugi podążał wzdłuż brzegu pieszo. Nie obyło się bez niebezpiecznych sytuacji, ale na szczęście zakończonych szczęśliwie.
Galeria Piotra Malczewskiego: Bajkał kajakiem 2006 >>>

Po zakończeniu prezentacji, Piotra Malczewskiego spotkała miła niespodzianka. W uznaniu za dokonania podróżnicze i odkrywanie piękna Bajkału otrzymał monetę upamiętniającą zasługi Ferdynanda Ossendowskiego – podróżnika i badacza związanego między innymi z tamtym rejonem, ufundowaną przez pana Witolda Michałowskiego.

Musze się pochwalić, że również mnie, choć sobie nie zasłużyłam, spotkała wielka niespodzianka, ponieważ pan Witold obdarował również mnie tę monetę. A potem odbyło się niespodziane spotkanie z panem Witoldem, Arkiem Szarańcem i moją koleżanką Grażynką, która w tym roku towarzyszyła mi w Izabelinie, podczas którego miałyśmy sposobność być światkiem niesamowitej rozmowy obu panów na temat F. Ossendowskiego, polityki i wielu innych tematów. Trudno było mi nadążyć na wywodami obu panów i tylko z zapartym tchem się przysłuchiwałam i potrzebuję czasu aby to ogarnąć i pojąc rozumem.
Poznanie pana Witolda Michałowskiego to dodatkowy bonus jaki otrzymałam w Izabelinie. Niezwykła osobowość, pasjonat i wspaniały gawędziarz.

W tym czasie, kiedy my siedzieliśmy sobie przy kawie i odbywała się ta niezwykle intrygująca dyskusja na sali widowiskowej odbywał się ostatni pokaz autorski Bartosza Dybowskiego. Potem usłyszałam, że powinnam żałować, że nie widziałam. Żałuję.

Przed wyjazdem udało mi się jeszcze poznać wyniki konkursu diaporam. Jury w składzie: Robert Toczewski (Przewodniczący), Patrycja Ciosek, Małgorzata Książkiewicz przyznało Grand Prix, nagrody i wyróżnienia.

GRAND PRIX:  JOANNA ANTOSIK za pokazy „Odbicia” i „W sieci”. Pierwsza muszę przyznać była bardzo oryginalna i niebanalna, inna niż pozostałe, natomiast druga … nie zrobiła na mnie dużego wrażenia.

Pozostałe nagrody:
I miejsce Jerzy Dolata „Dunes”
II miejsce Beata Ostachowicz „Przemijanie”
III miejsce Piotr Buda „O morzu”
wyróżnienie Marcin Nawrocki „Rykowisko”, które zdobyło również nagrodę publiczności.

Jeden z moich faworytów został nagrodzony, drugi dostał nagrodę publiczności, czego należało się spodziewać, ponieważ była to zabawna prezentacja rykowiska z podkładem muzycznym z filmu „Koziołek Matołek”
No i wszystko co dobre szybko się kończy i należało się udać w drogę powrotną – w kierunku pięknie zachodzącego słońca.

Podziękowania należą się organizatorom – głównie Agnieszce Czarnockiej i Grzegorzowi Okołowowi za zorganizowanie tej pięknej imprezy i liczę, że za rok znowu będą Wizje Natury…
Tekst: Teresa Podgórska