gąska (2)

Gąska faszerowana jabłkami i pomarańczami

Ptaszora należy dokładnie umyć, usunąć resztki upierzenia i ewentualnych wnętrzności (my wyrwaliśmy resztki płucek), następnie osuszamy i przygotowujemy do natarcia zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz miksturą zrobioną z soku z cytryny i połówki pomarańczy, soli, pieprzy, kminku, majeranku i czosnku. Teraz gąska powinna trafić na kilka godzin do lodówki, coby przesiąkła nieco ową miksturą.

Po tym czasie faszerujemy ptaka jabłkami pokrojonymi w ćwiartki z dodatkiem goździków, ćwiartkami pomarańczy ze skórką, śliwkami i selerem pokrojonym w 2 centymetrowe kawałki.

Teraz przystępujemy do czynności krawieckich, czyli zaszywamy ptaszora w części kuprowej, jak i szyjnej, coby to co wciepaliśmy do jego wnętrza nie uciekło nam w trakcie pieczenia. Trzeba też ptaka pozwiązywać. Najlepiej na krzyż tzn. lewe skrzydło, prawa noga, prawe skrzydło, lewa nowa. Ułatwia to przekręcanie w brytfannie. A właśnie, najlepsza jest brytfanka z wkładką, coby ptaszor nie spolegiwał w czasie pieczenia w tłuszczu. Na dno brytfanki lejemy dobry kubek gorącej wody, albo dwa mniejsze. Masło roztapiamy i polewamy gąskę.

Na początku gąskę kładziemy cyckami do dołu i wrzucamy do piekarnika, w którym temperaturę ustawiamy na ok. 180 °C. Teraz mamy ok. 40 minut względnego spokoju. Należy tylko od czasu do czasu rzucić okiem, czy aby nie za bardzo się rumieni. Po tym czasie przekręcamy ptaka na plecy. Temperaturę zmniejszamy do ok. 150 °C i pieczemy przez następne 3 godziny. Generalnie podobno jest zasada, że gąska powinna piec się ok. godziny na każdy kilogram swojej wagi. W tzw międzyczasie co jakieś 20 minut podlewamy ptaka wytopionym tłuszczykiem, coby skórka ładnie się zrumieniła.

Teoretycznie ptaszor gotowy jest do spożycia. A i jeszcze jedno. Po wyłączeniu piekarnika dobrze jest zostawić w nim ptaka na jakiś kwadrans.