łódka poezji

Janusz Kwiek – wiersze o lesie

prośba

lesie posłuchaj
mówię do ciebie
jak brat do brata
lesie przyjmij mnie
nade mną też jest niebo
też wyrastam z korzeni
też jestem skazany na ścięcie
też szemrzę i tajemnice skrywam
przyjmij mnie
przed wejściem zdejmę buty
podniosę wysoko głowę
pomodlę się do buka
ja też chcę mieć pion
ja też chcę mieć długie życie
ja też chcę być pod ochroną
ja też chcę umierać stojąc

 

zaczarowany las

Wkoło zwały i karcze i zdradzieckie gąszcze.
Krążą nad czarnym bagnem złe, zielone chrząszcze,
sosny się otuliły w mchów brodate strzępy,
wyłazi armia mrówek spod brunatnej kępy.

Paprocie i widłaki w fantastyczny deseń
kryją żmije – brązowe jak uwiędła jesień.
Tryska spod głazu struga trującego źródła,
z piskiem krąży nad ziemią jędza siwokudła.

Pośród traw skaczą nikłe płomyków iskierki -
słyszę, jak coś się skrada poprzez gęste świerki.
Snują się nisko kłęby srebrzystych oparów,
cały las się zaplątał w pajęczynie czarów.

Poprzez koronę drzewa widać krąg księżyca.
Kusi urokiem bagna podstępna zwodnica,
wyraźnie słychać w gąszczu przyciszony chichot,
stukot diabelskich racic, trzask. I nagle cicho.

 

ballada o drwalach

wrażliwi drwale
niczym kochankowie
do ziemi wilgotnej
uszy przykładają

nadsłuchują echa
przerażonych drzew
za głosem szczygła idą
po śladach łasicy

ostrzą siekiery
rysują gałęzie
i słoje pachnące
które otworzyć kazano

znaczą z uśmiechem
drzewa nie do ścięcia
odpoczną w ich cieniu
po pracowitym dniu

 

 

Było wesoło

Zaprosili mnie na wycieczkę do lasu

Konkursy z podtekstem dydaktycznym
ujemne punkty za rozdeptywanie kwiatów
i przedrzeźnianie śpiewu ptaków
dodatnie za karmienie wiewiórek

Dzień kończy się odpoczynkiem przy ognisku
dowcipy wspomnienia kawał z majtkami
pani z gitarą ciepłym głosem wmawia
że my nie wiemy co to lęk
na dowód czego jakiś osiłek próbuje
tuż obok wyrwać prastary dąb

Mistrz ceremonii rozgrzebuje ogień
wszyscy chwytają za zaostrzone patyki
i dziobią z niezwykłą determinacją
bo przecież najważniejsze są kiełbaski
a nie jakieś bajki o bohaterstwie

Od tych zabiegów rwie się na strzępy
cała obecność człowieka tutaj

 

Drzewo

Wybaczcie słabość do ciepła płynącego z Drzewa
przy nim nocami długimi na wiosnę się czeka
tu ptaki różne przylatują żeby nastroić dzioby
do porannego koncertu

Wybaczcie słabość do światła płynącego z Drzewa
pod nim zabawy się toczą wśród lampionów złotych
bo nawet dzieci w tej krainie przedziwnej
pragną błyszczeć w mroku

Wybaczcie słabość do głosu płynącego z Drzewa
korzenie opowiadają o przywiązaniu do ziemi
a zatroskany poeta wsłuchuje się w szept liści
którego nie może zrozumieć

 

 

Czemu grasz, chłopcze? Przez ogrody szły
jakby kroki, szepczące rozkazy.
Czemu grasz, chłopcze? Patrz, już twoja dusza
się zaplątała w syryngi piszczałki.
R.M. Rilke: Muzyka

Leśny koncert

Nasze kobiety uwielbiają muzykowanie ekstatyczne
obnoszenie cierpienia ze skrzypcami pod brodą
więc ruszajmy panowie przyczeszmy starannie skronie
o ciemne stroje się nie martwmy bo północ za chwilę

Na szczudłach smyczków powędrujemy do Canossy
balladę diminuendo wypłaczemy pod palcami
nokturnem zagubionym w blasku żałobnych zniczy
skargę Hioba wyniesiemy pod granatowe niebo

Zaraz zapłoną wszystkie pauzy między akordami
wybrzmi natchnione pianissimo po vivace i forte
na taką okoliczność z ciemności wylecą świerszcze
a zdumione dzięcioły odkryją miłość do Bacha

Na pamiątkę wyrzeźbimy dźwięki na korze drzewa
wzniecimy płomień co nam drogę powrotną rozświetli
pochód zaczniemy milczący przez oniemiały bór
kiedyś w to miejsce wrócimy żeby odnaleźć echo

 

Los drzewa

Kiedyś było młode i wiotkie
miało cienką gładką korę
liście lśniły barwą świeżej zieleni.
Przez lata rosło i dojrzewało
stało się odporne na wichry i burze

Z czasem popękało od słońca
deszcz wyżłobił w nim rany
liście utraciły blask świeżości.
Zaczęło chylić się w dół
aż wreszcie z trzaskiem i hukiem
upadło obok swoich korzeni

Teraz leży odarte z kory i gałęzi.
Samotne i zapomniane
zasypia przykryte cieniem
młodych strzelistych drzew

 

Wyznanie drzewa

Matka mówiła – wyrosłeś wysoko
i nawet nie wiesz jak niewiele
dzieli cię od korzeni

Ojciec radził – nie pozwól ptakom
żeby bezkarnie
wiły na tobie gniazda

Właśnie wtedy znienawidziłem
obstukujące mnie zewsząd
dzięcioły