Tomasz Szwed

Tomasz Szwed

Siedzę na ganku – piosenka

Siedzę na ganku i piję piwo,
sójka na gałęzi uśmiecha się krzywo,
przyroda mnie otacza pod postacią kota,
pies się tarza w trawie, skończona już robota.

Ref. Siedzę na ganku i majtam nogami,
Wcale nie żałuję, że nie jestem z wami,
bo tylko tu mogę ten problem roztrząsać,
jaki jest cień kota o zachodzie słońca.

A po co ja będę jechał do miasta,
wcale nie muszę jeść z miasta ciasta,
nowych nazw ulic uczyć się na nowo,
że się nie zmienią, kto zaręczy głową?

Siedzę na ganku…

Nic sobie nie robię z obronności granic,
liderów wszystkich partii dosłownie mam za nic,
nikt mnie nie wyciągnie z lasu na ulicę,
bym kamieniem rzucił w jakąś ladacznicę.

Siedzę na ganku…

Daleko za lasem o wartościach mówią,
w pianie na ustach wartości się gubią,
tu piana w szklance cichutko opada,
słońce między drzewa powoli zapada.

Siedzę na ganku…

[Spiewa Tomasz Szwed]

 

Zasady hodowli lasu

chodź
z głową podniesioną
patrząc na korony drzew
chodź
z głową opuszczoną
śledząc trop zająca
dotykaj
palcami stare drzewa
dotykaj
palcami małe sadzonki
wracaj
wracaj do domu
późnym wieczorem
i
bądź
cierpliwy

 

Zasady ochrony lasu

w kieszeni kurtki
bukowy orzech
czeka
znajdę dla niego
odpowiednie miejsce
kiedy?
kiedy wyrośnie
niech sam sobie radzi
z wiewiórkami
które chcą go
ode mnie wyłudzić

 

 

Zacznę od początku

Tyle razy już widziałem zachód słońca,
że już chyba nie pamiętam, jak wygląda,
i tą samą drogą szedłem tyle razy,
tu na pewno nic nowego się nie zdarzy.

Tyle razy powiedziałem słowo „kocham”,
że już chyba nie pamiętam, co to znaczy,
wiele razy oszukałem patrząc w oczy,
ile dni minęło, nie wiem, ile nocy?

Ref. Zacznę od początku, tu gdzie się zgubiłem,
zacznę od początku, znajdę jeszcze siłę,
przeszłość umarła, przyszłości jeszcze nie ma,
dzisiaj jest dzisiaj, mogę wszystko zmieniać,
wszystko zmieniać.

Wiele butów już znosiłem przez te lata,
wiele koszul było mi najbliższych ciału,
tyle ulic wiodło w cztery strony świata,
który wcale nie chciał toczyć się pomału.

Tyle miejsc bywało często moim domem,
dzięki temu jestem teraz dobry w łóżku,
życie wiersze i piosenki napisało,
lecz w tym wieku chyba trochę za mało.

Ref. Zacznę od początku…

Choć podobno lepiej słuchać głosu z góry,
sam kierunek mojej drodze wytyczałem,
może wtedy mi muzyka głośno grała,
może mówił, ja przynajmniej nie słyszałem.

Jeszcze będę sobie śpiewał przy goleniu
i z radością witał każdy nowy dzień
i bez nici znajdę wyjście z labiryntu,
znowu przyśni mi się o fruwaniu sen…

Ref. Zacznę od początku…

 

Autoportret z odciętym uchem

łażę po domu, powłóczę nogami
włosy drę z głowy całymi garściami
chodzę po domu chwiejnym krokiem
owinięty brudnym szlafrokiem

z domu nie wychodzę wcale
tylko piję, śpię i palę

nie patrzę w lustro, siebie unikam
bo bym się pewnie zaraz porzygał
brudny, śmierdzący, nieogolony
oglądam zdjęcia swej byłej żony

z domu nie wychodzę wcale
tylko piję, śpię i palę

chodzę po domu, liczę godziny
nie chcę widzieć swojej dziewczyny
telefon milczy bardzo rozsądnie
bo niebezpiecznie odzywać się do mnie

z domu nie wychodzę wcale
tylko piję, śpię i palę

nie patrzę w lustro, bo bym zapłakał
chyba mam w sobie coś z wilkołaka
czuję jak włada mną neuroza
dotykam ostrza żyletki i noża
chwytam za ucho, nóż wznoszę powoli
nie, ucha nie utnę, bo to bardzo boli

To wszystko bzdury z palca wyssane,
jestem rozsądny, czysty, zadbany,
nie jestem żaden Wojaczek czy Bursa,
chociaż uczyłem się na różnych kursach,
po wódce mam torsje, tytoniu nie znoszę,
wszystkie pieniądze do domu przynoszę.

Rymuję słowa, składam je do kupy,
to, co powstaje i tak jest do dupy,
jak po mnie ma zostać ta siła fatalna,
wiecznie zielona pieśń popularna,
gdy żyję w zdrowiu i dobrobycie,
w piętrowym domu, przy mojej kobicie…

 

Epicentrum

Ziemia jest bardzo duża
pola łaciate jak koń lub krowa
miasto powstaje wtedy
gdy wszystkie okoliczne drogi
spotkają się w jednym miejscu
możesz to łatwo sprawdzić
stając na szczycie wzgórza
we wczesne południe
Niebo jest jeszcze wyżej
i to sprawdzić łatwo
patrząc w górę
i podnosząc czapkę z ziemi

wy
odnajdujący swoje ciepłe domy
w labiryntach schodów
patrzcie
drogi wpadają w dolinę
z podróży
z wędrówki
podarte buty
dobrze
że wiosna niedługo

 

Impreza u Baltazara

Czasem człowiek ma siebie dosyć
albo ludzie maja go dość,
ja się wcale do przodu nie pchałem,
dali mi życie chyba na złość.

Czasem człowiek żyje, bo musi,
jakby nie jego był ten świat,
ja tu tylko czasowo mieszkam,
dostałem ciało na kilka lat.

A co ty myślisz, że ja się boję,
że szkoda będzie, bo chce się żyć,
ja decyduję, to życie jest moje,
nie żyję, by pić, ja piję, by żyć.

Po człowieku zostają rzeczy,
po człowieku sterta szmat,
puste łóżko, puste butelki,
urodzinowych kilka kart.

Po człowieku czasem Ktoś płacze,
o człowieku mówi przez łzy,
że był dobry, że wiele znaczył
albo pamięta, że był zły.

A co ty myślisz…

Gdy ciało moje dostanie ktoś inny,
gdy nowy się pojawi w pokoju dziecinnym,
gdy las mnie otoczy deskami czterema,
gdy już nie będę miał swego imienia,

czy wpuści mnie do Raju Wielki Nadleśniczy,
uśmiechnie się do mnie
czy raczej mnie skrzyczy,
piekło czasami mam tu na ziemi,
może wystarczy, to mnie już nie zmieni.

A co ty myślisz, że ja się boję,
że będę błagał, gdy przyjdzie czas,
ja tam o siebie nie bardzo już stoję,
teraz czekam, kiedy skończy się ten raz.