W lesie koło Zielonej Góry, fot. Teresa Podgórska

Czy jeleń pije piwo – o przyrodzie, śmieciach i nie tylko

O śmieciach w przyrodzie, o zaśmiecaniu środowiska napisano już tysiące słów, zapisano nimi setki kartek. Uważam jednak, że nigdy dosyć poruszania tego tematu, bo być może tysiąc pierwsze słowo wreszcie zostanie zrozumiane i zapamiętane, i zmieni zachowanie i postawy ludzi.

Codziennie mijam miejsca, w których pod drzewami, w przydrożnych rowach, na skraju lasu, na łąkach mogę zobaczyć coraz bardziej powiększające się sterty różnego rodzaju odpadów i śmieci wyrzucanych przez ludzi.
Czarę goryczy wobec tych wszystkich ludzi, którzy to robią, przelał widok poszatkowanej, i niestety, zgniłej już kapusty, której ktoś nie zdążył włożyć do beczki i zakisić, a którą wyrzucił na poboczu dość ruchliwej drogi.

Ilość śmieci produkowana przez ludzi jest duża i coraz większa. Z jednej strony jest to problem i to ogromny, ale z drugiej – naturalny proces wynikający z życia i gospodarowania. W miejscach zamieszkania i przebywania ludzi ustawiane są w dużej ilości kosze na śmieci, także takie, do których można i należy wrzucać odpadki selektywne. Ludzie jednak są leniwi i niejako „dla zasady”, a właściwie z wrodzonej przekory nie chcą przestrzegać reguł i postanowień. Dlatego, między innymi, pojawiają się dzikie wysypiska śmieci. Taniej przecież, choć nie zawsze prościej, jest wyrzucić śmieci na przykład do lasu, niż zapłacić za ich wywóz.

Jestem leśnikiem z zawodu i przyrodnikiem z zamiłowania. Podczas wykonywania swoich obowiązków zawodowych niemal codziennie spotykam się z dowodami ludzkiej niefrasobliwości – między innymi ze śmieciami. Odnoszę, nie raz, wrażenie, jakby ludzie zostali pozbawieni wyobraźni – śmiecą wszędzie. Nie jest to tylko problem estetyczny czy podlegający karze w myśl przepisów prawnych, nie jest to też dowód na bezmyślność ludzką i brak wyobraźni, ale jest to również problem etyczny.

Jednym ze zbiorów zasad postępowania i etycznego zachowania, znanym prawie każdemu człowiekowi, niekoniecznie z racji wyznania, jest chrześcijański Dekalog, a w nim dwa przykazania, które chciałabym przytoczyć w kontekście poruszanego problemu. Mam na myśli przykazania: V „nie zabijaj” i VI „nie kradnij” – takie ich brzmienie znają prawie wszyscy; mnie udało się znaleźć trochę inaczej brzmiące: „nie wolno ci mordować” oraz „nie wolno ci porywać”.

Zanim jednak podejmę próbę udowodnienia, że zostawianie śmieci w środowisku przyrodniczym, to również łamanie przykazań z Dekalogu, postaram się wyjaśnić, co rozumiem przez pojęcie „środowisko naturalne”, a także, jaką rolę odegrał i odgrywa oraz jakie miejsce zajmował i zajmuje w nim człowiek.

Encyklopedyczna definicja brzmi następująco: „ŚRODOWISKO NATURALNE (przyrodnicze) to całokształt ożywionych i nieożywionych składników przyrody, ściśle ze sobą powiązanych, otaczających organizmy żywe. Jedną z właściwości środowiska przyrodniczego jest równowaga naturalna, która zachodzi, gdy odpływ i dopływ energii i materii w przyrodzie są równoważne. Środowisko przyrodnicze znajduje się w ciągłej interakcji z człowiekiem”.

Kiedyś, wiele milionów lat temu, nie było jeszcze ludzi. Były rośliny, zwierzęta i żadnego rozumnego świadka tego pięknego świata. Pojawił się człowiek i wraz ze swoim ewolucyjnym, a z czasem i gospodarczym, rozwojem zmienił wszystko. Wiele gatunków flory i fauny wyginęło za sprawą człowieka, wielkie obszary naszego globu zostały zniszczone przez niego lub pokryły je jego wytwory. Do dziś w wielu krajach można zobaczyć bezdrzewne, jałowe przestrzenie, pozostawione „w spadku” przez naszych dalekich przodków. Ostatnie pokolenia, szczególnie od czasów rewolucji przemysłowej w XVIII wieku, poczyniły jednak w dziele zniszczenia przyrody kroki daleko bardziej radykalne. Ludy pierwotne nie znały tak charakterystycznego dla bardziej rozwiniętych, późniejszych cywilizacji poczucia wyższości w stosunku do Natury, a szczególnie do zwierząt. Wręcz przeciwnie – jedne zwierzęta były przez nich czczone, inne wzbudzały lęk, ale zawsze były szanowane i doceniane. Ludzie w tamtych, pierwotnych czasach czuli się słabi i zależni od mocy przyrody, której elementy ucieleśniali lub nadawali im moc boską.

Z czasem jednak przyjęli w stosunku do Natury postawę władczą, która doprowadziła do aroganckiej i bezpardonowej wręcz eksploatacji jej dóbr i zasobów, a wraz z rozwojem przemysłu i coraz bardziej konsumpcyjnym charakterem życia, pojawiły się śmieci. Można je porównać do produktów przemiany materii, które wydala każdy żyjący organizm, lecz wydala tylko tyle, ile pozostaje po pokarmie wykorzystanym do zaspokojenia jego podstawowych funkcji życiowych. Śmieci ludzie produkują po stokroć więcej. Być może wkrótce postępy zniszczeń, związane z przyrostem ludności świata i konsumpcji zostaną zatrzymane, zależy to nie tylko od technologii, ale przede wszystkim od procesów politycznych i globalnej przemiany świadomości społecznej.

Idea szacunku dla przyrody i postulat chronienia jej ze względu na jej wewnętrzną wartość oraz środowisko życia wielu organizmów, a także ogromny wpływ na człowieka, stoi w centrum zainteresowań współczesnych ruchów ekologicznych. Moralnie motywowana troska o przyrodę podbudowuje najrozmaitsze programy ochrony przyrody i działania polityczne, nieraz w skali całego świata. Nie bez znaczenia są wielkie akcje propagujące świadomość ekologiczną- przykładem może być Dzień Ziemi obchodzony na całym świecie od 1970 roku. Mniejsze akcje ekologiczne, o zasięgu krajowym lub lokalnym, z reguły mają na celu ochronę jakiegoś określonego ekosystemu lub gatunku.

Ogólnie można powiedzieć, że wartości, o które chodzi w ruchu ekologicznym, to zachowanie gatunków (szerzej: różnorodności biologicznej) oraz zachowanie czystości i niezmienności przynajmniej niektórych obszarów środowiska naturalnego.

Taki jest ściśle ekologiczny punkt widzenia.

Często współgra on z humanistycznym ujęciem kwestii ekologicznych, w których chodzi o dobro człowieka. Z tym podejściem wiąże się również „etyka środowiskowa”, bo słowo „środowisko” odnosi się do pozycji człowieka – rzecz idzie o jego otoczenie.

Tyle ogółów. Teraz szczegóły, czyli właściwy temat.

Chyba tylko człowiek potrafi, mimo całego swojego rozumu, niszczyć miejsca, w których sam żyje i współżyje z innymi organizmami. Tylko człowiek potrafi zatruć sobie pokarm, wodę i powietrze, przy okazji niejako przyczyniając się do śmierci innych gatunków.

Chcąc wskazać jak bardzo niefrasobliwie zachowuje się człowiek w środowisku przyrodniczym zacznę od pewnych pytań, które zobrazują problem, a które przeczytałam kiedyś w czyimś dzienniku, nazywanym blogiem, zamieszczonym w Internecie (w tym miejscu przepraszam Autora za pożyczenie sobie Jego słów i jednocześnie dziękuję za ciekawy, trochę żartobliwy, sposób spojrzenia na problem zaśmiecania lasu):
- czy dziki czytają gazety?
- czy dzięcioły pija piwo?
- czy wiewiórki zbierają złom?
- czy sarny jedzą resztki ze stołów lub koszyków piknikowych? (Chyba tylko Miś Yogi
w bajce dla dzieci).
- czy zwierzęta robią zakupy w hipermarketach i pakują je w foliówki?

Sterta śmieci na szczycie Ślęży (woj. dolnośląskie), fot, Teresa Podgorska
Sterta śmieci na szczycie Ślęży (woj. dolnośląskie), fot, Teresa Podgorska

Mam wrażenie, że każdy człowiek odpowiedziałby przecząco na te pytania.
Tymczasem każde moje zawodowe wyjście do lasu zdaje się sugerować coś zupełnie odwrotnego. Nie muszę wchodzić w leśną gęstwinę, aby odkryć piętrzące się sterty opakowań po produktach spożywczych, puszek po piwie, pomiętych gazet, hipermarketowych reklamówek, plastikowych butelek, a nawet mebli, sprzętu gospodarstwa domowego, resztek budowlanych i rozbiórkowych, wraków samochodów i opon. Każdy z wymienionych odpadów jest dla naturalnego środowiska szkodliwy, ale zdarzają się też odpady bardzo niebezpieczne, na przykład azbestowe dachówki, akumulatory, baterie.

Wracając do postawionych powyżej pytań nasuwa się jeszcze jedno: skąd te wszystkie odpadki wzięły się w lesie, skoro żadne dzikie zwierzęta nie pozostawiły ich po sobie? Odpowiedź jest prosta: trafiły tam za sprawą człowieka.
Głupiego, bo chyba to słowo, choć może być obraźliwe, najbardziej jednak określa człowieka nieumiejącego przewidywać skutków swojego postępowania. Nie jest to tylko problem występujący w polskich lasach i nie tylko w lasach. Wszędzie, na całym świecie, można natknąć się na śmieci.

Wszechobecne foliówki, bardzo lekkie, często przenoszone przez wiatr na znaczne odległości – nad wodę, na górskie szczyty, na łąki, do lasu – przyczyniają się do śmierci między innymi żółwi morskich: unoszące się w morskich i oceanicznych wodach foliowe torebki do złudzenia przypominają meduzy, które są pokarmem żółwi. Nie jest to jedyny i odosobniony przykład zabijania śmieciami.

Przeciętna polska rodzina zużywa rocznie tysiąc (1000 sztuk) cienkich foliowych torebek, w które są pakowane zakupy w sklepach i które potem są bezceremonialnie i bezmyślnie wyrzucane. Lekkie, więc z łatwością są często unoszone przez wiatr, przezroczyste, więc z reguły nie są widoczne, na przykład, dla ptaków. Wystarczy tylko, aby taka foliówka zamotała się na głowie i dziobie ptaka, albo na jego skrzydłach czy nogach – ptaki nie mają rąk, tak jak ludzie, nie zdejmą folii z siebie. Takie zaplatanie prowadzi do śmierci, często w męczarniach. Czas rozkładu torby foliowej może wynosić kilkaset lat, to znaczy, że przez tak długi okres fizycznie i chemicznie wpływa szkodliwie na środowisko, czyli zatruwa je, czyli może doprowadzić do cierpień, chorób lub śmierci. Żaden ludzki sąd nie wydaje wyroku kary śmierci z tak odroczonym jej wykonaniem. Foliowa torba jednorazowa jest jedną z tych rzeczy wytworzonych przez człowieka, która będzie istnieć w różnej postaci przez tysiące lat, choć korzystanie z nich ogranicza się do zaledwie kilku minut – średnio do około 15.

PLASTIK, to nie tylko torby na zakupy i nie tylko duże, widoczne kawałki.

To taka plastikowa zupa i jest w niej wszystko, co człowiek używa i co się zużywa, i co wyrzuca. Ponieważ, jak już wspomniałam, plastik jest bardzo trwały, a prądy morskie przynoszą wciąż nowe śmieci, strefa brudów powiększa się. Fakt ten ma, niestety, katastrofalne wręcz konsekwencje dla przyrody, a szczególnie dla zwierząt morskich, które żywią się rybami i innymi morskimi żyjątkami – planktonem. Przy okazji połykają mnóstwo plastiku, myląc go z pokarmem, który same spożywają i którym karmią swoje potomstwo. Trudno wyobrazić sobie, w jakich strasznych męczarniach umierają, ale tak jest. Plastikowe odpadki, które zwierzęta mylą z posiłkiem, są, co roku przyczyną śmierci ponad miliona ptaków morskich i blisko stu tysięcy ssaków morskich. Zatrucia pokarmowe z powodu pływających odpadków nie są jedyną przyczyną zagłady życia w oceanach. Wśród tych tysięcy ton chemicznych śmieci są również odpady pochodzenia organicznego, które są wykorzystywane, jako miejsca namnażania się i rozwoju, przez rozmaite chorobotwórcze organizmy – bakterie, grzyby, owady. To taka wylęgarnia chorób, na które mogą zapadać ludzie i zwierzęta w całkiem innych regionach kuli ziemskiej.
Wyrzucając bezmyślnie do środowiska naturalnego dziesiątki tysięcy ton różnych odpadów, człowiek nie tylko przyczynia się do śmierci różnych zwierząt.

Plastik, który zaśmieca środowisko, działa jak magnes dla dostających się do wody substancji toksycznych wyprodukowanych przez człowieka. Przyczepiają się do niego cząsteczki pestycydów, czyli środków ochrony roślin, oraz pochodne ropy, rtęci i wielu innych trucizn, nierozpuszczających się w wodzie, za to łatwo przenikają do organizmów ryb i innych zwierząt morskich, następnie wyławianych i podawanych ludziom – sobie – na stół. W ten sposób dostarczane są do organizmu trucizny, które powoli, lecz skutecznie wyniszczają go,
a często prowadzą do śmierci.

Wrócę jeszcze do „swojego podwórka”, czyli do lasu. Wśród śmieci, które ludzie wywożą i wyrzucają w lesie znajdują się często szklane butelki, słoiki, szyby. Potłuczone szkło z łatwością przecina skórę. Myślę, że nie ma człowieka, który o tym nie przekonałby się na własnej skórze. Plaster, bandaż – jakikolwiek opatrunek chroni przed utratą krwi i zabezpiecza organizm, poprzez osłonięcie rany, przed wniknięciem zarazków. Ludzie w ten sam sposób pomagają i chronią również swoje domowe zwierzęta, choćby psy lub koty, które także mogą się zranić. A czy na taką samą pomoc mogą liczyć dzikie, leśne zwierzęta? Absolutnie nie! W efekcie skaleczenie o potłuczone szkło w najlepszym wypadku może spowodować chwilowe osłabienie zwierzęcia lub powstanie blizny po ranie. W najgorszym – śmierć. Czy to będzie natychmiastowy zgon spowodowany wykrwawieniem się, czy też powolna śmierć głodowa, bo zwierze nie będzie miało siły poszukać sobie pożywienia, czy też koniec w szponach, łapach, kłach drapieżników, nieważne; ważne, że do tej śmierci przyłożył rękę człowiek, który w interesie swojej wygody wyrzucił swoje śmieci do czyjegoś domu, bo przecież las jest czyimś domem.

We wstępie powołałam się na wzrost zanieczyszczeń zauważany od momentu rewolucji przemysłowej. Od drugiej połowy XX wieku można zaobserwować jeszcze jeden rodzaj odpadów, tzw. e-śmieci, czyli wszelkiego rodzaju niedziałający sprzęt elektryczny i elektroniczny. Części składowe komputerów i podobnego sprzętu zawierają toksyczne pierwiastki i ich związki: ołów, rtęć i kadm, które w miejscach składowania takich śmieci zanieczyszczają glebę i zasoby wodne. Sprzęt elektroniczny podlega ustawowo recyklingowi, lecz nader często można natknąć się w lesie na wyrzucone telewizory czy lodówki. Oddanie starego sprzętu, do sklepu, przy zakupie nowego czy odwiezienie go do specjalistycznego punktu nie zawsze oznacza jego bezpieczny recykling. Bardzo często zdarza się, że zużyte, stare sprzęty trafiają na składowiska w bardzo odległych częściach naszego globu. Najwięcej takich miejsc, w których można zobaczy te odpady znajduje się w niektórych krajach środkowej Afryki, w Indiach, Bangladeszu. Miejscowa ludność, kobiety, mężczyźni i dzieci, w warunkach narażenia zdrowia i życia odzyskują ze starych komputerów, telewizorów, telefonów komórkowych, sprzętu gospodarstwa domowego na przykład elementy z metali szlachetnych, procesory i wiele innych części, za które otrzymują niewielkie zarobki, a które są później przez różne firmy z wielokrotnym zyskiem odsprzedawane. Nie chodzi mi tu jednak o zarobki czy niehumanitarne wykorzystywanie ludzi, bo to jest całkiem inny problem, lecz mam na myśli oddziaływanie na środowisko naturalne tych nielegalnych składowisk i miejsc, w których w sposób daleko odbiegający od bezpiecznego, pozyskuje się elementy składowe sprzętów. Na zatrutej, zniszczonej glebie nie można w żaden sposób prowadzić jakichkolwiek upraw czy wypasu zwierząt domowych, nie mogą się też wyżywić dzikie zwierzęta; woda, która jest podstawą wszelkiego życia, jest zatruta i nie nadaje się do picia, do nawadniania, do mycia. Związki chemiczne wypłukane z tych nielegalnych składowisk czy „fabryk” zatruwają wodę powodując choroby i przyczyniając się do śmierci nie tylko ludzi, giną również zwierzęta żyjące w wodzie, które często stanowią pożywienie ludzi lub innych zwierząt. Zostaje przerwany łańcuch pokarmowy.

Prądy morskie i masy powietrza cały czas, od zarania dziejów, mieszają wodami mórz i oceanów oraz atmosferą, szczególnie warstwami najbliżej powierzchni globu. Naturalny i odwieczny ruch daje Ziemi i ludziom między innymi pory roku, życiodajne deszcze
i osuszające wiatry (ekstremalne zjawiska przyrodnicze, jak tornada lub powodzie, powstają także za przyczyną i sprawą tych prądów). Te same ruchy mas wody i powietrza powodują przemieszczanie na znaczne odległości wszelkich zanieczyszczeń zgromadzonych w środowisku, czyli wyrzuconych przez ludzi. Przykładem może tu być choćby obecność różnych śmieci pochodzący z wysp Oceanii, które po dwóch latach od słynnego trzęsienia w grudniu 2004 r. i falach tsunami, znalazły się na wybrzeżu Ameryki Północnej.

Wyrzucając śmieci do środowiska przyrodniczego każdy człowiek powinien zdawać sobie sprawę, że powoduje nie tylko zanieczyszczenia, ale przyczynia się do śmierci wielu organizmów roślinnych i zwierzęcych, również innych ludzi.

Każdemu człowiekowi zabijanie w większości kojarzy się z bezpośrednimi działaniami wymierzonymi w życie ludzkie: z wojnami, zabójstwami, karami śmierci, epidemiami chorób. Zabijane są także zwierzęta: w ubojniach i rzeźniach, na polowaniach, w rytuałach religijnych. Nikomu prawie nie przychodzi do głowy, że działania człowieka zabijają również rośliny- mniejsze lub większe, powodując pustynnienie i stepowienie ogromnych obszarów. Jakiekolwiek działanie wymierzone przez człowieka w odwieczny porządek Natury prędzej czy później zemści się na człowieku. Na tym samym człowieku!

Nie wiem, dlaczego człowiek uzurpuje sobie prawo do bycia najważniejszym, najlepszym, jedynym rozumnym stworzeniem na ziemi. Działając tak, jak dotychczas, bez perspektywicznego myślenia, zabija siebie i wszystko dookoła na długie lata, może nawet na zawsze.

Na łamanie V przykazania Dekalogu „nie zabijaj” można byłoby mnożyć przykłady składowania śmieci i różnych odpadów oraz działania na szkodę środowiska przyrodniczego. Ten tekst nie jest jednak o problemie zaśmiecania przez człowieka świata, lecz o nieetycznym zachowywaniu się właśnie poprzez śmiecenie.

Wspomniałam, że wyrzucanie śmieci poza przygotowane do tego tereny, to również zachowywanie się wbrew VI przykazaniu-„ nie kradnij”.
Kradzież każdemu człowiekowi kojarzy się z pozbawieniem innego człowieka jego własności. Przyroda wszakże nie należy do nikogo, więc jeśli gdzieś na jej łonie wyrzuci się śmieci, to nikogo przecież się nie okrada. Uważam, że jest to mylne podejście. Ludzie okradani są z czystego, niezadymionego powietrza i czystej, przejrzystej wody, z feerii barw kwiatów, z zieleni roślin, z śpiewu ptaków, z ryku lwa i wycia wilka, z trzepotu skrzydeł motyli i brzęczenia pszczół, z migotania gwiazd, wschodu i zachodu słońca.
Ludzie okradają ludzi.

Las, to przede wszystkim drzewa – wysokie, często majestatyczne, z wzniesionymi, jakby wyciągniętymi do nieba, konarami i gałęziami, na których wiosną pojawiają się liście w różnych odcieniach zieleni i które jesienią mienią się całą paletą czerwieni, brązów, żółci. Cieszy nas – ludzki – taki obraz lasu. A gdyby zamiast liści, pojawiły się na gałęziach paski folii, jakieś stare gazety, fragmenty ubrań, czy nie czulibyśmy się okradzeni z możliwości patrzenia na piękne drzewa i słuchania ich pieśni śpiewanej i wygrywanej przez gałęzie i liście?
Zapewne tak!

Tak wygląda las, który rośnie, na przykład, w pobliżu wysypiska śmieci, z którego wiatr je wywiewa i unosi na pobliskie drzewa. Te, często kolorowe, śmieci w wątpliwy sposób ozdabiają leśne drzewa.

Nie tylko ludzie mogą się poczuć, jak ofiary kradzieży. Leśne zwierzęta zostały przez ludzi pozbawione ciszy i spokoju, długi czas minie zanim furkoczące na wietrze śmieci nie będą ich przyprawiać o drżenie o własne życie i życie potomstwa, bo przecież jest im trudno pojąć
i zrozumieć, że to tylko ślady po człowieku.

Las jednak, to nie tylko drzewa, to również jego dno – to, co mamy pod stopami, gdy chodzimy po nim. Przyjemnie jest czuć miękkość mchu, słyszeć skrzypienie suchych igieł, patrzeć na leśne kwiaty, zbierać jagody czy grzyby. Może się tak zdarzyć, że te doznania będą wspomnieniem, bo z ich odczuwania ludzie są okradani przez tych, którzy „upodobali sobie” las, jako miejsce dla swoich śmieci.

Spotkałam się z określeniem miejsc, gdzie wyrzuconych śmieci w lesie jest bardzo dużo – „kolorowy las”. Nazwanie tak zaśmieconego lasu wiąże się z dużą ilością różnorodnych odpadów, lecz te kolory nie są naturalne. I ludzie, i zwierzęta, ba – nawet i rośliny, wszyscy zostali pozbawieni tego, co w lesie jest piękne: ciszy, a właściwie melodii lasu, zapachów, bezpieczeństwa, czystego powietrza. Kradzież, to zabranie czegoś komuś, komu na tym bardzo zależy. Ludzie chodzą do lasu i cieszą się jego pięknem, bo zależy im na spokoju, radości odczuwania, poczuciu bezpieczeństwa. Zaśmiecenie lasu, to zabranie tego wszystkiego.

Nasi przodkowie pozostawili po sobie też wiele pamiątek w postaci ogromnych budowli świeckich i sakralnych, miast i pomników. W przyrodzie także odnajdujemy ślady dawnego życia –zwierząt i roślin. Archeolodzy, geolodzy i paleontolodzy od wielu lat badają różne warstwy ziemi, które świadczą o dawnym życiu, nie tylko ludzi.

Co współczesny człowiek zostawi po sobie? Co odnajdzie geolog w odległej przyszłości, który będzie badał choćby osady morskie z naszego okresu? Będą to warstwy „wzbogacone” syntetycznymi odpadkami. Naukowcy, którzy będą badać życie ludzi z przełomu XX i XXI wieku, będą zastanawiać się, jak mogliśmy oni żyć wśród takiej ilości wszędzie rozrzuconych odpadów.

Współcześni ludzie okradają również następne pokolenia- okradają swoje dzieci, wnuki, prawnuki – z dziedzictwa, które pozostawili nasi przodkowie, a które jest teraz niszczone, z czystej Ziemi, którą kiedyś ktoś nazwał Błękitną Planetą (mnie osobiście nazwa ta kojarzy się z czystymi wodami, które trudno jest już znaleźć), z harmonijnego współżycia wszystkich organizmów.

Ponownie przytoczę przykład miejsca swojej pracy, czyli las.
Tajemnicą poliszynela jest, że polskie lasy przypominają bardziej śmietnik niż specyficzne środowisko ekologiczne. Przez cały rok, ale szczególnie jesienią, po wakacjach i wiosną, gdy stopnieje śnieg, leśnicy zmagają się z ogromnym problemem, czyli ze stertami śmieci. To smutne pamiątki po ludziach, którzy wprawdzie mają wysoką świadomość ekologii, lecz gorzej u nich z moralnością. Zdarza się, że ludzie uważani powszechnie za porządnych i praworządnych obywateli, często tuż pod oknami swoich pięknych posesji, wyrzucają do lasu odpady bytowe. Mało kogokolwiek z nich obchodzi to, że do życia w czystym środowisku mają prawo wszyscy i jest to jedna z nielicznych rzeczy, których nie można kupić. Niepokojący jest też brak reakcji osób, będących świadkami tych haniebnych zachowań. Znieczulica ekologiczna to maska zasłaniająca upośledzone etycznie społeczeństwo, choć z drugiej strony można zaobserwować sporo różnych akcji ekologicznych, w których naprawdę wiele osób bierze udział.

Ludzie zdający sobie sprawę z powagi problemu, walczą przeważnie z jego skutkami, czyli na przykład, likwidują dzikie wysypiska śmieci, ale jest to syzyfowa praca.

Większość Polaków myśli stereotypowo, że las i przyroda są wszystkich, czyli jakby nikogo. Niektórzy tylko spośród z nas –ludzi- pomyśli, że pojedyncza wypluta guma do żucia, czy mały papierek po cukierku albo niewielka butelka po napoju mogą stanowić kłopot, lecz jeśli takich śmieci będzie setki, tysiące, bo tylu ludzi może odwiedzać las, to już będzie problem. Bezmyślnie, automatycznie wyrzucając coś za siebie podczas spaceru po lesie. Każdy człowiek powinien pomyśleć, że nie jest jedynym w nim gościem i pewnie nie on jedyny coś po sobie pozostawia. Leśnicy działają więc również w kierunku zmienienia sposobu myślenia i podejścia do natury, czyli w konsekwencji zachowywania się etycznie.

Na szczęście, wydaje się, że znowu postrzegamy Naturę, jako źródło zobowiązań moralnych, że przypomnieliśmy sobie to, co przed wiekami ulotniło się z naszej świadomości, a co zostało przekazane i przykazane ludziom przez Boga, który zaufał człowiekowi dając mu zadanie sprawowania władzy na świecie i oczekując, że będzie Go naśladował w swoich działaniach, ponieważ został stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Przyroda jest więc w rękach człowieka nie władcy, lecz zarządcy, który z woli Boga jej dogląda. Człowiek, zatem nie ma prawa obchodzić się z całą przyrodą ani z żadnym z jej elementów jak ze swoją własnością. Nie może, tym bardziej, doprowadzić do jej degradacji ani destrukcji, ponieważ czyniąc to, niszczy siebie i sprzeciwia się boskiemu porządkowi.

Życie człowieka nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem niszczenia natury i nigdy nim nie będzie, ponieważ ludzie nie mają do tego prawa ani boskiego, ani żadnego innego. Sprzeciwiając się Bogu i Jego zasadom, sprzeciwiając się prawom Natury, człowiek wprowadza nieporządek, który odbija się na wszystkich boskich stworzeniach.

Powołałam się, pisząc o zaśmiecaniu przyrody, na prawa zapisane w religii chrześcijańskiej, lecz wszystkie religie i wyznania na całym świecie w swoich dogmatach i zasadach odnoszą się do Natury, do obecności w niej człowieka, do jego praw i obowiązków względem niej.

W XX wieku żył i tworzył filozof pochodzenia rumuńskiego – Emil Cioran, który napisał:

Czy nie macie Państwo, Drodzy Czytelnicy, wrażenia, że Emil Cioran miał rację?…

Bogumiła Chabowska-Dąbek
Specjalista Służby Leśnej ds. Edukacji Leśnej
Nadleśnictwo „Śnieżka” w Kowarach.

 

 

 

 

 

 

 

  • http://rzemlik.pl/ Rzemlik

    Bardzo pożyteczny artykuł. Trzeba walczyć ze śmieciarzami.

  • Andrzej

    Niestety połowa tych śmieci w lesie ląduje tylko dlatego, że zrezygnowano kilkadziesiąt lat temu w Polsce ze skupu i ponownego użytku surowców wtórnych. Sztandarowym przykładem są tu opakowania wtórne. Sąsiednie kraje UE skupują butelki, puszki i opakowania PET i te nie leżą gdzie popadnie, bo każdy zainteresowany odnosi je do sklepów by dorobić sobie na zwrotach. W Polsce te opakowania będą leżeć tysiąc lat w lasach, rzekach czy jeziorach bo nie działa odkup. Jest to przykre gdy się porównuje Polskę z Czechami, Słowacją, Szwecją, Danią, Niemcami itd. Tam nikt nie wyrzuca opakowań wtórnych do lasu bo to się nie opłaca, po prostu wyrzuca je do sklepu. I w Polsce kiedyś się też nie wyrzucało ale odnosiło do sklepu, to już taka polityka ekologiczna, że sklepy nie przyjmują butelek mimo, że pobierają kaucje. I proszę butelki leżą wszędzie ale nie w sklepach. Mażą mi się takie rozwiązania jak chociażby w Słowacji albo przynajmniej jak w PRL lub NRD. Ale brak mi nadziei, że choćby taki stan kiedykolwiek w Polsce osiągniemy. Sam bym te butelki odnosił z lasu do sklepu, ale oni ich nie chcą.