gęsi, T.Podgórska

Muzyka przyrody

Leśnictwo jest moim zawodem. Las – moim miejscem pracy. W ramach wypełniania obowiązków zawodowych, las dostarczał i nadal dostarcza mi cudownych, fantastycznych przeżyć i doznań. Jednym z nich jest możliwość słuchania muzyki Przyrody.

Cała przyroda i las, jako jej część, nieustannie i niezmiennie zaskakują mnie.

Pomyślałam, że przedstawię Państwu, drodzy Czytelnicy, dźwięki Przyrody, w których jest wszystko: rytm i melodia, refreny, wysokość i tempo, harmonia, i które mogą wyrazić wszystkie emocje. Przyroda nie lubi jednostajności i bezruchu, zastoju i spokoju. Przyroda lubi różnorodność, cykle w przyrodzie powtarzają się od tysięcy lat. Jest w niej ruch – wieczny ruch – i nieustająca twórczość i ewolucyjny rozwój. Przyroda kieruje się bardzo rozumnymi prawami i zasadami, w których kryje się sens.

Muzyka, i ta stworzona przez kompozytorów, i ta w Przyrodzie, działa na człowieka w bardzo różny sposób, bo wszystko zależy od słuchującego. Odbierana jest bardzo subiektywnie. Nieraz uspokaja, nieraz inspiruje, nieraz zaskakuje, a gdy trzeba – nawet pobudza do walki, nieraz po prostu tylko jest. Pozytywny wpływ muzyki na człowieka znany był już w starożytności, lecz dawni mędrcy różnie ją tłumaczyli: Arystoteles twierdził, że „muzyka łagodzi obyczaje”; dla Pitagorasa była „wiernym odbiciem ładu i harmonii panujących w kosmosie, ułatwiającej człowiekowi osiągnięcie wewnętrznego spokoju i porządku”; takie same cechy widział w matematyce. W IV wieku pne. powstał związek pitagorejski, który miał w założeniu cele etyczno – religijne, czyli oczyszczenie i uwolnienie duszy, a muzyka miała stanowić jeden z środków wiodących do ich osiągnięcia, miała posiadać oczyszczającą i harmonizująca siłę. Założenia takiego działania popierane były tezą o matematycznym charakterze podobieństw między harmonią dźwięków a „harmonią wszechświata” i „harmonią człowieka”. Pitagoras uważał, że „muzykę należy oddać w służbę wychowania publicznego i że istnieje podobieństwo między ruchami, dźwiękami i uczuciami, bo wszystko to należy do przyrody i jest przyrodzone człowiekowi”Platon, natomiast, w swoim dziele „O Państwie” pisał, że muzyka „…ma wartości uszlachetniające […], że za pomocą dobroczynnego wpływu muzyki i poezji na duszę można wytworzyć dobre nałogi moralne […], że inne stworzenia nie spostrzegają, nie mają w sobie tego ładu, który nazywany jest rytmem i harmonią. Nam zaś (ludziom) bogowie dali zdolność spostrzegania rytmu i harmonii,
i cieszenia się nimi”.

Od najdawniejszych lat, od kiedy tylko człowiek organizuje strukturę dźwiękową w czasie, czyli, od kiedy komponuje, wielu, naprawdę bardzo wieku twórców muzyki, szukało inspiracji i natchnienia w przyrodzie, bowiem natura stanowi niewyczerpane źródło natchnienia, wrażeń, przeżyć, doznań.

Czym jest, zatem, muzyka?

Odpowiedzi można poszukać choćby w słowach poety Ludwika Jerzego Kerna:

„Czym jest muzyka? Nie wiem.
Może po prostu niebem z nutami zamiast gwiazd.
Może mostem zaklętym, po którym instrumenty przeprowadzają nas.
Wszystko – jak raz ktoś orzekł – muzyczne ma podłoże, nawet księżyca blask.”

Dla każdego z nas muzyka jest czymś innym – różnie ją odbieramy, różne uczucia mamy w sercu, gdy jej słuchamy i różne emocje, dla niektórych jest przypomnieniem dawnych dni, dla innych marzeniem. Dla każdego jest czymś innym.

Jest taki moment, w środku zimy, gdy zaczyna padać, przy bezwietrznej pogodzie, gęsty śnieg – wielkie, białe płatki spokojnie i cichutko spadają na ziemię, i otulają cały las białą powłoką, pozwalając mu spać zimowym snem (ciekawe, czy śni?). Jest wtedy w lesie słyszalna, a może niesłyszalna, cisza. Nie jest absolutna, do uszu słuchaczy dochodzą różne odgłosy będące „dziełem” człowieka – głosy ludzi, huk silników przelatujących samolotów, klaksony samochodów. Te odgłosy potrafią zaburzyć ciszę nawet w najdalszych ostępach lasu.

A potem nadchodzi taki czas, gdy Przyroda budzi się z tego długiego, spokojnego zimowego snu i staje się jedną, wielką, otwartą salą koncertową, w której będzie grać największa orkiestra świata, złożona z bardzo wielu ogromnie różniących się od siebie wykonawców nieużywających żadnych instrumentów muzycznych, tylko własne ciało i leśne elementy tworząc piękną, wspaniałą muzykę.

Las, szczególnie wiosną, najbardziej kojarzy mi się z miłosnymi pieśniami genialnych kompozytorów. Czy Państwo też mają takie skojarzenia?

PTAKI

Trzciniak (Erpetoichthys calabaricus), fot. Tomasz Ogrodowczyk
Trzciniak (Erpetoichthys calabaricus), fot. Tomasz Ogrodowczyk

Pamiętacie Państwo wiersz Juliana Tuwima „Ptasie radio”? „…będą ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimplić […], ćwirzyć, ćwirkać, czyrykać, czykczyrikać…”. Takie głosy będzie można usłyszeć i jeszcze wiele, wiele innych, układające się w przeróżne melodie, w różnych miejscach – w lesie, na łące, w ogrodzie, nad strumieniem, w górach, na plaży, nad stawem – wszędzie.

To będzie muzyka Natury.

Wiosna, to czas miłości i tak też, a może przede wszystkim, jest w przyrodzie. Ogrom dźwięków i głosów śmiało można porównać do wspaniałego widowiska światła i kolorów, które niejako stanowią tło dla muzyki lasu. Wiosna, to czas ptasiej orkiestry – dookoła słychać trele, świergoty, piski, gwizdy. To skrzydlaci panowie – ptaki wszelkiej wielkości, upierzenia, temperamentu. Każdy z nich usiłuje przedstawić się, przekrzyczeć rywala, przekonać i uświadomić samiczce swojego gatunku, że to on właśnie zasługuje na jej uwagę i względy, że to on będzie najlepszym ojcem dla jej dzieci.

 

 

Cietrzew (Tetrao tetrix), fot. Cezary Korkosz
Cietrzew (Tetrao tetrix), fot. Cezary Korkosz

Pięknym, choć trudnym do obejrzenia, widowiskiem są toki głuszców – śpiewny rytuał godowy – które w zależności od regionu naszego kraju i od pogody, zaczynają się w połowie marca i mogą trwać do połowy maja. Samiec – kogut przylatuje na miejsce, które jest jego areną i sceną, wieczorem i zasiada na nisko położonych gałęziach. Wczesnym rankiem zlatuje na ziemię i zaczyna swoje występy, którym przyglądają się samice – kury. Pieśń koguta składa się z czterech zwrotek, z których każda ma swoją nazwę: zaczyna się klapaniem podobnym do dźwięku kastanietów albo odgłosu, jaki słychać, gdy uderzamy dwoma kijami o siebie; potem następuje trelowanie, a po niej korkowanie przypominające odgłos wyciągania korka z butelki; pieśń kończy się szlifowaniem przypominającym ostrzenie kosy osełką. Występom wokalnym towarzyszy taniec: podnoszenie i rozkładanie wachlarzowatego ogona, wyciąganie szyi, opuszczanie skrzydeł i tańczenie wokół. Głuszec jest bardzo czujnym ptakiem i najdelikatniejszy nawet trzask gałęzi czy jakiś szmer może go spłoszyć, choć podczas wykonywania ostatniej zwrotki swojej godowej pieśni głuchnie, ale tylko na 2-3 sekundy. Głuszce są w Polsce pod ochroną, nie tylko nie wolno ich zabijać, choć kiedyś były ptakami łownymi, ale nawet niepokoić.

Cietrzew (Tetrao tetrix), fot.C.Korkosz
Cietrzew (Tetrao tetrix), fot.Cezary Korkosz

 

Każdy gatunek ptaka ma swoje pieśni miłosne, ale również przez setki, tysiące lat wykształciły w swoich zachowaniach swoiste odruchy odzywania się, budzenia dnia i mieszkańców lasu bardzo wczesnym rankiem. Najczęściej wymienia się dziesięć gatunków ptaków, które tworzą ptasi zegar, a właściwie LEŚNY BUDZIK. Godziny, o których zaczynają śpiewać, odnoszą się mniej więcej od połowy maja według czasu letniego, gdy brzask następuje o godzinie 4 do pierwszego dnia lata. Ptaki, które budzą dzień swoim śpiewem, to:

Głosy tych ptaków są donośne i łatwo rozpoznawalne, a przy tym charakterystyczne i piękne, i nie są tylko pojedynczymi dźwiękami, ale powtarzanymi pieśniami.

Ptaki te zaczynają swoje granie jeszcze przed wschodem słońca, ale z każdą minutą wstającego dnia w lesie słychać coraz więcej ptasich głosów – prawdziwa orkiestra, której dyrygentem jest zwykła – niezwykła chęć przedłużenia gatunku. Z początkiem lata, zaraz po przesileniu letnim, ptaki milkną, choć nie całkiem i nie wszystkie, ale nie słychać już tylu różnych głosów i śpiewów.

 

JELENIE

Rykowisko, fot.Tomasz Ogrodowczyk
Rykowisko, fot.Tomasz Ogrodowczyk

W lesie nie tylko ptaki tworzą muzykę. Można usłyszeć również inne zwierzęta. które kwiczą, ryczą, piszczą, chrząkają i wbrew pozorom, wszystkie te dźwięki harmonizują ze sobą, a wszyscy grajkowie razem tworzą piękną, niepowtarzalną melodię.

Do tokowiska głuszców można porównać rykowisko – jesienne występy jeleni. Można je usłyszeć nieraz już w połowie, nieraz dopiero w trzeciej dekadzie września, a czasami na przełomie września i października – wszystko zależy od pogody, od tego kiedy pojawią się pierwsze jesienne przymrozki.

Rykowisko to okres, gdy byki poszukują rujnych samic (tak się mówi o samicach, które zdolne są do urodzenia młodych) i odwrotnie – łanie (samice jelenia) w rui, które w tym czasie żyją w chmarach (stadach), zwabiają swoim zapachem byka i poddają się jego absolutnej władzy.
Rykowisko to czas wspaniałych koncertów w scenerii złotej jesieni. W głosach jeleni słychać wszystko – chęć dominacji i nieustępliwość, pragnienie przedłużenia gatunku, ostrzeżenie dla innych jeleni w lesie, władzę – jelenia śmiało można nazwać królem polskich lasów. Każdy jeleń ryczy inaczej, a i ryk jednego byka brzmi też różnie, bo inny jest głos samca szukającego – rozglądającego się za łaniami, inny posiadającego już swoje stado – harem samic, inny odstraszającego rywali i ewentualnych konkurentów, inny obwieszczający „całemu światu” zwycięską walkę.

 

DRZEWA

Wiatr gra w drzwach, fot. Teresa Podgórska
Wiatr gra w drzwach, fot. Teresa Podgórska

W opowiadaniu o graniu w lesie wrócę jeszcze do wiosennego czasu, bo nie tylko ptaki wtedy tworzą muzykę. Akompaniują im … drzewa. Same nie wydają dźwięków, ale słychać dotykające się gałązki poruszane wiatrem czy też szelest liści. Wiatr jest fantastycznym koncertmistrzem – zauważył to i opisał w piękny sposób poeta Julian Tuwim. Pamiętacie Państwo wiersz „Dwa wiatry” „Jeden wiatr w polu wiał, drugi wiatr w sadzie grał…”? Tak samo wiatr poczyna sobie w lesie, raz nieśmiało i cichutko, to znów śmielej i głośniej, a niekiedy wręcz bardzo głośno strasząc nawet mocą dźwięków i swoją siłą.

Jedną z piękniejszych melodii, które można usłyszeć w lesie, jest cichuteńki szelest spadających wiosną na ziemię łusek z bukowych pączków liściowych. Bukowe lasy rosnące w Karkonoszach określone zostały i nazwane „kwaśnymi buczynami sudeckimi”, a jedną z cech charakteryzujących je jest niewielkie lub prawie żadne występowanie roślin w runie, czyli na dnie takiego lasu. Dlatego, przy bezwietrznej pogodzie, można usłyszeć melodię rozwijających się liści bukowych.

 

MROWISKO

Czy zdarzyło się Państwu kiedyś stanąć w lesie przy mrowisku? Mnie się to przytrafiło, a właściwie miałam szczęście, w ramach wykonywania swojej pracy, być w takich miejscach w lesie, gdzie było nie jedno, ale kilkanaście mrowisk mrówki rudnicy. W innych regionach Polski może nie jest to nadzwyczajnie zjawisko, ale w naszym, górskim, raczej rzadziej spotykane. Jednak nie ilość mrowisk zrobiła na mnie wrażenie, lecz muzyka, którą tworzyły setki tysięcy, a może nawet miliony tych owadów, które przemierzały dno lasu w poszukiwaniu pokarmu i materiału do budowy i wzmacniania swoich domów – taki tupot małych nóżek. Jedną małą mrówkę lub nawet kilka trudno jest usłyszeć, ale takiej ilości z kolei nie sposób jest nie usłyszeć. Efekt tego koncertu w wykonaniu pracowitych i bardzo ruchliwych mrówek wzmocniony był przez scenerię: ciemny, świerkowy las z pojedynczo rosnącymi, rozjaśniającymi mrok, brzozami i dnem z jakby rozrzuconymi skałami porośniętymi mchem i gdzieniegdzie rosnącymi niskimi krzewami lub samosiejkami.

LAS NOCĄ

Las i jego mieszkańcy grają nie tylko w blasku promieni słonecznych. Nocą, gdy na zdrowy – ludzki – rozsądek wszyscy jego mieszkańcy powinni odpoczywać śpiąc w swoich gniazdach i legowiskach, w wielu miejscach z różnych stron dochodzą głosy i dźwięki – to nocne życie lasu, które też ma swoją melodię. Gdzieś pohukuje sowa, zapiszczy cieniutkim głosikiem myszka, w innej stronie lasu odezwie się sennym głosem jakiś ptak ze swojego gniazda, trzaśnie gałązka nadepnięta przez przechodzące zwierzę, spadnie szyszka, a wszystko to w ciemnej scenerii pod niebem pełnym gwiazd, których migotanie też przypomina muzykę.

 

ŁĄKA

Konik polny, fot. Teresa Podgórska
Konik polny, fot. Teresa Podgórska

Innym miejscem, w którym można usłyszeć muzykę Przyrody, lecz całkiem inną od tej leśnej, jest łąka w czerwcu, gdy kwitnie ogromna ilość roślin, uśmiechnięte kwiaty ubarwiają niezliczonymi kolorami zieloną, bujną trawę, a nad tym wszystkim latają i fruwają różne motyle, pszczoły, osy, muchy, żuczki, świerszcze – po prostu owady, różnej wielkości, rodzaju i … koloru. To one tworzą melodie i grają na łące koncerty. Brzęczą, burczą, grzmią, bzyczą, buczą. Owady nie wydają z siebie głosu, tak jak robią to ssaki, mimo to można je usłyszeć. Każdy owad brzmi inaczej i choć nieraz są natrętne i męczące, to jednak tworzą piękną muzykę.

Spróbujcie się, Państwo, wsłuchać, jakie piękne, głębokie buczenie wydają przelatujące trzmiele. To one zainspirowały rosyjskiego kompozytora Mikołaja Rimskiego – Korsakowa i powstało piękne dzieło „Lot trzmiela”. Słuchając tego utworu można sobie wyobrazić trzmiela, który przyleciał na pole kwitnącej koniczyny w poszukiwaniu nektaru i przelatuje z kwiatu na kwiat coraz cięższy od gromadzonego pyłku kwiatowego.

W pierwszych dniach lata odzywają się na łące świerszcze i pasikoniki. Należą do owadów prostoskrzydłych, skaczą – nieraz na znaczne odległości (jak Filip z bajki „Pszczółka Maja”), a niektóre podfruwają. W ciepłe letnie popołudnia i noce dorosłe, dojrzałe samce wabią samice melodyjnymi dźwiękami. Prawie każdy samiec odzywa się inaczej, choć jest to trudne do odróżnienia przez nas – ludzi. Próbują siebie „przekrzyczeć”, a tym samym przekonać samiczkę, choć w tym przekonywaniu większy udział mają zapachy, czyli feromony, ale za to słuchający mają piękny koncert. Świerszcze jeszcze w ciepłe jesienne dni grają swoje pieśni – mnie przypominają się wtedy słowa piosenki: „koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie”.

Kwitnąca łąka to miejsce, gdzie występują też pszczoły pracowicie zbierające pyłek, który zanoszą potem do ula, to wszelkiego rodzaju „muchy”, czyli owady przypominające je trochę swoim wyglądem, a na pewno wielkością. Każdy ruch tych wszystkich owadów, to jakiś dźwięk – o tonach wysokich lub niskich, nieraz drażniących ludzkie ucho, choćby przypomnieć tutaj brzęczenie komarów – tak denerwujące dla większości z nas. Komary też latają nad łąkami, szczególnie, jeśli w pobliżu jest jakiś zbiornik wody, który jest miejscem rozwoju ich larw. Melodie wygrywane przez samice komarów potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi, lecz mimo wszystko te piskliwe tony mogą być piękne.

Muzyką tworzoną przez owady jest również żałosne brzęczenie muchy złapanej w pajęczą sieć.

W owadzi koncert włączają się inne zwierzęta, choćby polna mysz, która popiskując przebiega między źdźbłami traw, którymi rusza wiatr – łąka się robi podobna do falującego morza.
Stojąc na skraju łąki widać trawy, kwiaty, zioła, gdzieniegdzie jakiś krzew, w oddali drzewo, nie widać dobrze grajków, ale wystarczy tylko schylić się, przykucnąć, wystarczy nastawić ucha i można usłyszeć pieśń – pieśń życia i zobaczyć taniec życia.

 

KONCERT ŚWIETLIKÓW

Koncertem też, lecz bez dźwięków, są loty godowe świetlików, czyli robaczków świętojańskich. Ta zwyczajowa nazwa nawiązuje do okresu, w którym odbywają się gody tych owadów – około 24 czerwca, czyli w dniu świętego Jana; trwają jakiś czas, ale najwięcej świetlików można zobaczyć właśnie na początku lata. Na łąkach, śródleśnych polanach, w zaroślach wśród pól w ciepłe czerwcowe noce unoszą się w powietrzu małe, migoczące światełka – to samce świetlików latają w poszukiwaniu samic, które czekają nisko wśród traw, wabiąc zapachem (samice świetlików mają zredukowane skrzydła i utraciły zdolność lotu). To świetlne widowisko można porównać do występu orkiestry grającej na skrzypcach.
Kiedy widzę choćby jednego świetlika, przypominam sobie pewne zdarzenie, którego byłam świadkiem, ale też niemym uczestnikiem. Było to kilkanaście lat temu w pierwszym dniu kalendarzowego lata. Od połowy czerwca utrzymywała się piękna pogoda: w dzień ładnie świeciło słońce, noce też były ciepłe. Już po zachodzie słońca szłam drogą przez cichy i spokojny, zasypiający las. Dochodziłam do śródleśnych łąk i z daleka widziałam dziwne, ruszające się wśród traw i niskich gałęzi, pojedyncze i w grupach po kilka, światła, w wielu miejscach były prawie pionowo do ziemi ustawione różnej wielkości migoczące koła. Im bliżej byłam tego miejsca, tym cieplejsze powietrze czułam wokół siebie. Zagadka tego zjawiska wyjaśniła się, gdy doszłam do tej łąki: to były robaczki świętojańskie w trakcie lotów godowych. Była ich tak ogromna ilość, że łąka i brzeg lasu wokół niej był rozświetlony białawym światłem, a te ruszające się i świecące koła, to były pajęczyny z uwięzionymi na lepkich niteczkach świetlikami.

 

KOŁO DOMU

Ul, fot. Teresa Podgórska
Ul, fot. Teresa Podgórska

Nie zawsze trzeba iść do lasu lub na łąkę, aby usłyszeć muzykę Natury – blisko domu - w ogrodzie, również możemy jej posłuchać. Człowiek lubi otaczać się pięknymi przedmiotami, a ogród z kwitnącymi w nim kwiatami i bujnie rosnącymi warzywami, z krzewami i drzewami ozdobnymi i owocowymi, to piękno z natury (przy mniejszym lub większym udziale człowieka).
Kolorowe i pachnące kwiaty przyciągają, wabią swoimi barwami i zapachami różne owady, które przeważnie szukają pożywienia. A niejako przy okazji, dodatkowo – tworzą muzykę: brzęczą pszczoły, bzyczą muchy, niekiedy przeleci osa lub szerszeń. Tylko motyle są ciche. W ogrodzie również wesoło ćwierkają wróble, nawołują się sikorki ostrzegając całą skrzydlatą brać przed zbliżającym kotem, skrzeczą sroki zwołując się, bo właśnie któraś zobaczyła coś ciekawego i godnego sroczej uwagi, wieczorem – przed zachodem słońca – gwiżdże kos. Ten czarno ubarwiony ptak z połyskliwymi piórkami i pomarańczowym dziobkiem, bardzo lubi naśladować i powtarzać różne dźwięki i można z nim stworzyć duet gwiżdżąc do niego krótkie melodyjki.

Ogród to również scena, na której trochę mimowolnie, trochę jakby od niechcenia, występują również nasi domowi ulubieńcy i pupile: poszczekuje pies, bo pilnuje gospodarstwa – psy potrafią w różny sposób oznajmiać światu swoje istnienie i swoje humory, różnią się nie tylko
w pieśniach, ale też w tonach swoich głosów – lub zamiauczy kot, bo oczekuje pogłaskania za przyniesioną na próg domu mysz.

Inne pieśni tworzy w ogrodzie woda – przeważnie cicho szemrze, gdy podlewamy rośliny. Ogrodowe zraszacze pozwalają skomponować tak bardzo różne melodie, że nawadnianie to nie tylko słuchanie muzyki ogrodu, ale także jej tworzenie. W wielu ogrodach można zobaczyć oczka wodne, małe fontanny, źródełka, strumyczki. Wypływająca woda w różny sposób rozbija się o kamienie, o brzegi tworząc przyjemny dla uszu słuchającego szum – muzykę.

 

LATO

Z ogrodem w pełnym rozkwicie kojarzy się lato, a z tą porą roku z kolei – burze. Jako zjawisko atmosferyczne – burza jest niebezpieczna, ale jako widowisko na niebie – jest cudowna: to spektakl światła i dźwięku. Czasem letnia burza jest łagodna i krótkotrwała, a czasem potrafi bardzo mocno przestraszyć, lecz mimo tego, to fascynujące zjawisko i piękna muzyka. Jest takie powiedzenie: „cisza przed burzą”, które przypomina się nieraz w niezbyt miłych okolicznościach, ale w przyrodzie jest to fakt – zbliżającą się burzę zwiastuje cisza, choć bardziej pasowałoby tu stwierdzenie, że przyroda jest nieruchoma – nie rusza się żaden liść na drzewie, nie drga żadne źdźbło trawy, nawet ptaki nie odzywają się, jakby wszyscy i wszystko trwało w oczekiwaniu.
Powoli jednak nadchodzi wiatr – najpierw słychać go gdzieś w oddali, ale z każdą minutą coraz bliżej i wyraźniej, aż w końcu jest nad nami – nachyla drzewa, świszczy w gałęziach, gra na liściach, przelatuje, kręci i wraca, prawie wyje. Głuche grzmoty gdzieś w oddali, niebo zasnuwające się ciemnymi, grubymi chmurami rozświetlane błyskawicami. Z każdą chwilą coraz wyraźniej wszystko widać i słychać, a do grzmotów i wiatru dochodzi jeszcze szum deszczu – najpierw pojedyncze krople odbijające się od suchej ziemi, które przechodzą w ulewę. Muzyka burzy jest głośna i gwałtowna, bo sama burza jest zjawiskiem dynamicznym i nie trwa zbyt długo – przychodzi i odchodzi.

 

ZIMA

Sikory bogatki  (Parus major) , fot. Teresa Podgórska
Sikory bogatki (Parus major) , fot. Teresa Podgórska

Piszę Państwu o lecie i letniej muzyce w ogrodzie, którą można byłoby nazwać muzyką pracy, muzyką działania, ale ogród gra też, gdy jest zimno, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera. Można wtedy usłyszeć skrzypienie zmarzniętego śniegu i zobaczyć diamentowe lśnienie śniegowej pokrywy, którą oświetlają promienie słońca – to kolejny spektakl Przyrody. Zimą można być również słuchaczem ptasiego koncertu – zaskakują mnie swoimi głosami te ptaki, które odwiedzają karmnik. Rano, gdy wychodzę z ziarnem, dookoła na gałęziach siedzą wróble i sikory – bogatka, modra, sosnówka, czubatka, czarnogłowa, kosy, kowaliki, a w oddaleniu sójki i sroki. Siedzą raczej cicho, choć pojedyncze głosy wróbli przerywają te ciszę. Z każdym moim krokiem bliżej karmnika coraz więcej wróbli odzywa się, zaczynają im również wtórować sikory. Wsypywaniu karmy towarzyszy cisza, która trwa jeszcze przez kilka sekund, podczas których odchodzę. I nagle coraz więcej ptaków odzywa się – w ich głosach słychać nawoływanie: „już jest! Już nasypała! Przylatujcie! Będziemy jeść!”. Potem, przez moment, gdy wszystkie ptaki chcą zacząć jeść, wokół karmnika jest gwar i kłótnia, a nawet mała awantura, ale to trwa tylko chwilę. Ptaki same ustalają zasady dostępu do karmy, ”łapią” w dzioby ziarno słonecznika i odlatują niedaleko, aby wydziobać z łupinki smaczny środek. Gdy świeci słońce, ćwierkają trochę inaczej w drodze do i z karmnika, inaczej też, gdy dzień jest pochmurny, ale i tak jest to piękna muzyka.

 

MUZYKA WODY

Każde miejsce ma swoją muzykę, która tworzona jest przez różnych wykonawców.
Kolejne miejsce, o którym chciałabym Państwu napisać, to górski, leśny strumyk. Zdaję sobie sprawę, że nie tylko w górach strumienie i rzeki mają swoją muzykę, mieszkam jednak w górach, często przesiaduję nad strumieniami i rzeczkami, i słucham ich głosu i ich melodia do mnie „przemawia”.

Woda jest najważniejszym elementem przyrody w całym świecie. Bez wody nie byłoby życia. Potrzebna jest wszystkim żywym stworzeniom, wszystkim roślinom – każdej, najmniejszej nawet, istocie. Wszystko, co żyje na ziemi – od mikroskopijnej bakterii po człowieka – potrzebuje wody do tego, aby mogło zaistnieć następne pokolenie.
Woda jest w każdej komórce żywych organizmów.
Woda niesie też zagrożenie, a nieraz nawet śmierć – wtedy jest groźnym żywiołem.
W każdej jednak postaci ma swój urok i swoją muzykę.

Górski strumień, w którym woda spływa po kamieniach, tworząc małe wodospady- lub spadowody, jak mawiał Kubuś Puchatek, i małe rozlewiska, często przyciąga i zaprasza nad swoje koryto ludzi, którzy jak zaczarowani siadają na brzegu i wsłuchują się w muzykę wody.

Potok górski, fot. Teresa Podgórska

Spływająca z gór woda rozbryzguje się po kamieniach licznie występujących w korycie strumienia, zatrzymuje się na małych tamach, które w sumie sama zrobiła z fragmentów gałęzi, łodyg leśnych ziół i traw, z liści w zwężeniach koryta, napływa w małe zatoczki, spokojnie rozlewa się tam, gdzie szerzej a wszystko to ze swoją melodią. Często też, szczególnie w miejscach słonecznych, rozpryskująca się o kamienie woda tworzy tęczowe obrazy – to promienie słońca załamują się w jej kroplach. Patrząc na to wszystko odnosi się wrażenie, że nic się nie powtarza – ani obraz, ani dźwięk, że wszystko jest jakby chaotyczne, bez porządku, ale to nie prawda, bo przecież w Przyrodzie nic nie dzieje się bez powodu i bez sensu. Ta spływająca po kamieniach woda działa na widzów i słuchaczy w różny sposób, ale przeważnie pomaga – uspokaja i wzmacnia.

Zimą, strumienie i rzeki skute są lodem. Miejscami jest gruby, gdzie indziej jest cieńszy lub nawet w ogóle go nie ma. Nie tworzy równej powierzchni, jak na lodowisku, ale jego gładkość przyciąga wzrok. A gdy się wsłuchać, to słychać pod nim miarowy, ale jakby ciężki, kipiący lub bulgoczący szum wody, jakby się dusiła pod tą ciężką pokrywą, ale gdzieniegdzie przebijają się ciche jej dźwięki uderzającej o lód, przypominające trochę srebrne dzwoneczki.

Pamiętam groźne oblicze rzeki, która przepływa koło mojego domu – stukające o siebie płynące w szybkim nurcie kłody drewna, ocierające się wzajemnie i przesuwane po dnie ogromne głazy, uderzające fale o filary mostu i brzegi. Grzbiet fal były białawe, woda brunatno brązowa. To była muzyka rzeki, która wezbrała powodzią, która miała ogromną siłę, która huczała basem, która straszyła.

W muzyce wody jest życie, radość, spokój, jest też groźba i przestroga.

MUZYKA GÓR

Ostatnim miejscem z jego muzyką, o którym chciałabym Państwu opowiedzieć, to góry.
Wszędzie, dookoła, w przyrodzie słychać jakieś dźwięki, które razem tworzą muzykę. Najbardziej prostą i jednocześnie najbardziej wyrafinowaną i złożoną. I tak naprawdę trzeba tylko trochę się wsłuchać, aby usłyszeć, poznać, zrozumieć, pokochać.

Czy góry są jakimś szczególnym miejscem, szczególną salą koncertową lub sceną?

Pewnie nie i pewnie nie dla wszystkich słuchających muzykę Przyrody, ale dla mnie góry, a przede wszystkim Karkonosze i Izery, znaczą bardzo wiele i to o nich chcę napisać kilka słów.

Wysoki Kamień (Góry Izerskie), fot. Teresa Podgórska
Wysoki Kamień (Góry Izerskie), fot. Teresa Podgórska

Wiosną, a właściwie na przedwiośniu, gdy tylko gdzieniegdzie zostały resztki śniegu, w tych miejscach, gdzie kiedyś rósł świerkowy las, a dziś do nieba kikuty suchych gałęzi wznoszą drzewa, które obumarły w latach klęski ekologicznej w Sudetach Zachodnich (lata 70-te i 80-te ubiegłego wieku), można usłyszeć przejmującą, żałosną pieśń. Wiatr wiejący między tymi niemymi świadkami dawnej świetności górskich lasów zawodzi płaczliwie, ale też jakby je pocieszał. Stojąc wśród tych drzew odartych z kory, z połamanymi gołymi – bez igieł – gałęziami, w chwili, gdy wiatr zaczyna między nimi grać swoją pieśń, mam wrażenie, że wchodzi, wnika ona w człowieka.

Ogromnie trudno jest porównać do czegokolwiek te dźwięki, trudno jest też je nazwać, ale jedno jest pewne – są przejmujące i zapadają w pamięć i w serce.

Późnym latem, gdy trawy i leśne zioła na górskich łąkach wysychają i brązowieją, wiatr poruszający nimi wygrywa całkiem inną melodie. Łąki na Hali Izerskiej, porośnięte trawami różnych gatunków i wielkości poddają się podmuchom wiatru. Stojąc „pod wiatr” przy drodze, na brzegu łąki (na brzegu, ponieważ Hala Izerska jest rezerwatem, czyli terenem chronionym, i można po niej poruszać się inaczej jak tylko po wyznaczonych szlakach i trasach) można być widzem i słuchaczem tego wietrznego widowiska. Z daleka widać falujące morze traw, które coraz bardziej zbliża się, powoli dochodzą też dźwięki – narastający szum, który – choć spodziewać się można czegoś innego – jest łagodny i otulający, i nagle człowiek jest otoczony – jest w centrum widowiska. Wiatr nie zatrzymuje się, odchodzi pozostawiając wspomnienie, jego melodia jest coraz cichsza, trawy uspokajają się. Trwa chwila ciszy. Do następnego podmuchu.

 

Są jeszcze miejsca, których nie przedstawiłam Państwu, a które grają swoje melodie. Zapraszam Państwa w te wszystkie miejsca i w wiele innych, aby wsłuchać się w muzykę Przyrody. Choć czasem jest to cisza, bo muzyka w Przyrodzie nie zawsze brzmi. Czasem właśnie milczy, lecz w tym milczeniu ukrywa się głęboki sens. Wystarczy jednak wsłuchać się, także sercem i duszą, i wtedy nie tylko będziemy odbiorcami, ale również niejako twórcami, kompozytorami pięknej, szczególnej muzyki Przyrody.

Johann Wolfgang Goethe powiedział: „Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają. Bo źli ludzie, ach, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.”

Myślę, że można te słowa odnieść do Przyrody i do naszych- ludzkich, odwiedzania Jej. Twórcami muzyki Natury nie są ludzie, ale to właśnie od Przyrody ludzie się uczyli i Jej częścią byli i są.

Dla Pitagorasa muzyka była wiernym odbiciem ładu i harmonii panujących w kosmosie.
Muzyka Natury jest ładem i harmonią samą w sobie.

Autor:
Bogumiła Chabowska-Dąbek
Specjalista Służby Leśnej ds. Edukacji Leśnej
Nadleśnictwo Śnieżka w Kowarach