Foto: Rafał Szkopiński

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

To nie szrotówek zabija kasztanowce

Szrotówek, kilkumilimetrowy motyl o ładnych pasiastych skrzydłach, odpowiada za fatalny wygląd liści kasztanowca. Ale nie jest w stanie osłabić go na tyle, żeby usechł i obumarł. Problemy z kasztanowcami wynikają z faktu, że drzewa te, sprowadzone do Europy przez Jana Sobieskiego, nie rosną w naturalnych warunkach i źle znoszą suszę.

O tym, skąd wziął się szrotówek kasztanowcowiaczek i dlaczego jest on interesującym obiektem badań entomologów powiedział PAP prof. dr hab. Tadeusz Baranowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Motyle szrotówki żerują głównie na kasztanowcu białym i powodują obniżenie jego właściwości dekoracyjnych, robiąc na liściach tzw. miny. Obecnie wyglądają tak wszystkie kasztanowce w Europie. Jednak, jak zapewnia prof. Tadeusz Baranowski, motyle nie mają aż takich zdolności, żeby zniszczyć całe drzewo, co najwyżej lekko je osłabiają.

„Nie jest to rodzime drzewo, przywiózł je do nas Sobieski spod Wiednia. Turcy żywili wtedy konie kasztanami. Drzewo spodobało się i rozprzestrzeniło na Europę. Jednak naturalnie kasztanowiec rośnie w zupełnie innych warunkach, jest wrażliwy na brak wody. Ten rok jest wyjątkowo suchy, to jest przyczyna, dla której wiele kasztanowców jest w kiepskim stanie i źle wygląda” – mówi entomolog.

Szrotówek pojawił się w Polsce w 1997 roku i jako nowy gatunek szkodnika zainteresował naukowców. Sami zresztą naukowcy przyczynili się do jego rozprzestrzenienia.

„Dwóch Austriaków pojechało nad Jezioro Ochrydzkie (Ohrid) w Macedonii, gdzie zobaczyli na liściach ciekawe motyle o rozmiarach 4-5 mm. Zabrali je do Wiednia do laboratorium i zaczęli nad nim pracować. Ale szkodnik im uciekł i od tego czasu nasila się inwazja tego szkodnika” – powiedział PAP prof. Baranowski.

Inwazji sprzyja krótki, ok. 6-tygodniowy cykl rozwojowy motylka. Żyje w dorosłej postaci kilka, kilkanaście dni, nie jest to zatem „królowa 1 nocy”. Najbardziej niebezpieczne dla kasztanowców są gąsienice. Żyją w liściu i wyjadają miąższ. Ten sposób żerowania naukowcy nazywają minowaniem. Mina to kawałek liścia, który żółknie, brunatnieje, a w środku – tam, gdzie siedzi gąsienica – jest pusty.

Badania nie zmierzają do odpowiedzi na pytanie o to, jak się pozbyć szrotówka z naszego ekosystemu. „Nie mamy inklinacji do pozbywania się gatunków. Skoro natura nam je dała, to znaczy, że mają być w przyrodzie. Pytamy, jak zabezpieczyć drzewa, żeby motyl ich nie uszkadzał” – tłumaczy naukowiec.

Jego zdaniem, najlepszą metodą jest systematyczne i dokładne grabienie liści jesienią. Chodzi o to, żeby ograniczyć wielkość populacji na wiosnę. Latem i wczesną jesienią, kiedy drzewa kończą wegetację i są już przygotowane do zimowania, pojawienie się szrotówka im nie zagraża. Kiedy liście zaczną opadać, trzeba je na bieżąco grabić, a następnie zakopać lub spalić. Profesor zastrzega, że nie trzeba się z tym spieszyć, bo liściach jest także sporo innych, pożytecznych organizmów.

Jedną z popularnych kilka lat temu metod walki z kasztanowcowiaczkiem, było przyklejanie do pni żółtych tablic lepnych. „Z biologii wynika, że samice czekają na samców na pniu drzewa. Wymyśliliśmy, że zrobimy żółte tablice lepne, żeby je wyłapać. W szczegółowych badaniach okazało się, że jest to bardziej szkodliwe, bo na tablicach łapie się cała masa innych pożytecznych organizmów, a mało szrotówka” – opowiada entomolog.

Foto: Rafał Szkopiński
Foto: Rafał Szkopiński

Obecnie w miastach zgodnie z ustawodawstwem europejskim nie można stosować żadnych metod chemicznych, zostaje więc metoda mechaniczna, czyli grabienie. Badania mają pokazać, jak skład naszej entomofauny przyjął nowego motyla i czy już go pasożytuje. Nadzieja w sikorach, naturalnych wrogach szrotówka.