sebastian nikiel (3)

O górach nieco inaczej

Góry w moim życiu…

Moje związki z górami sięgają trzeciego roku życia, co w praktyce oznaczana iż towarzyszą mi one prawie od samego początku, oznacza to również, że dziś moje związki z nimi liczą sobie już 34 lata. Pierwsze wyprawy zaprowadziły mnie na szczyty Beskidu Śląskiego, u których stóp leży moje rodzinne miasto Bielsko-Biała, w tym Szyndzielnię, Klimczok, oraz szczyty drugiego pasma wznoszącego się nad Bielskiem – Beskidu Małego.

Wyprawy te początkowo niełatwe ze względu na wątłe siły małego człowieka, z czasem coraz bardziej wypełniała radość z powrotów w góry. To, że miały one miejsce – że góry znalazły się w moim życiu zawdzięczam mojemu Tacie, który przekazał mi swą pasję i miłość do nich. Z czasem powroty w góry stały się powrotami do… domu, a życie na dole chwilami oczekiwania na ponowny w nie powrót.

Lata mijały, wraz z nimi poznawałem coraz liczniejsze pasma górskie naszego kraju, od pasm beskidzkich, przez Pieniny, Gorce, Sudety, po Tatry. Te ostatnie pojawiły się w mojej drodze dość wcześniej bo już w roku 1983, w wieku 6 lat. Wówczas nie do końca świadomy mistycyzmu tego miejsca, bardziej intuicyjnie niż świadomie czułem, że odnalazłem swoje miejsce. Stopniowo moja fascynacja nimi rosła, aż do chwili gdy rozpocząłem ich samodzielną eksplorację w wieku kilkunastu lat, od razu od przejścia sporej części Orlej Perci. Potem nadszedł czas na Tatry Słowackie, oraz zachodnie.

 

Góry w moim życiu pojawiły się bardzo wcześniej,
od małego kształtując mnie jako człowieka,
od lewej: Beskid Śląski, w drodze z Brennej na Równice – 1982 (5 lat)
po prawej Pieniny – zejście z Trzech Koron do Srmowców – 1987 (10 lat)

 Zdawało się, że ten wspaniały związek będzie rozkwitał prowadząc mnie coraz wyżej, zacieśniając miłość jaka połączyła mnie z górami. Los chciał jednak inaczej… wszystko to zmieniło się w chwili wypadku, oraz zapadnięcia na chorobę, która całkowicie przeobraziła moje życie. Wszystko to co było proste stało się niemal niemożliwe, wszystko to co było w zasięgu nagle stało się nieosiągalne… nie będę tu przytaczał całości tej skomplikowanej i wciąż bez zakończenia historii, poprzestanę jedynie na stwierdzeniu, iż doszło do uszkodzenia kręgosłupa, niedowładu cztero-kończynowego, oraz zachorowania na neuroboreliozę.

Góry kształtują przez wysiłek i piękno, ucząc pokonywać bariery i słabości ciała
– zdjęcia od lewej: Sudety na tle Samotni – lipiec 1987 /  na szczycie Beskidu Krzyżowskiego (Beskid Żywiecki) 17.08.2011

Lekarze kręcili głowami gdy pytałem ich o góry, inni otwarcie mówili że to mrzonki, a jednak… jednak miłość okazał się silniejsza. Choroba znacznie ograniczyła co prawda mój zasięg fizyczny, moje zdolności eksploracji gór, szczególnie samotnie, ale nie zdołała zatrzymać i do dziś dzięki Bogu wciąż udaje mi się w nie powracać. Już w innej skali, już w innym przełożeniu wysiłku, oraz kosztów jakie te powroty powoduję, ale to już sprawy drugorzędne – ważny jest fakt iż mimo wszystko, a może wręcz właśnie dlatego że ktoś powiedział „nie” – wciąż w nie powracam, na nowo doceniając wszystko to co nam ofiarowują.

Góry jako miejsce…

Powyższe wprowadzenie, oparte na kanwie mojego życia, miało za cel nakreślenie nie tylko mojego kontaktu z górami, ale wskazania natury tych związków. Zastanówmy się przez chwilę czym są góry? Tak, odpowiedź wydaje się oczywista – miejscem, formacją geologiczną, punktem na mapie… czy to jednak wszystko? Czy góry są takim samym miejsce jak park, łąka, czy las? Uważam że są czymś znacznie więcej.

Ich wyjątkowe znacznie widać również w zaszłościach historycznych, gdzie wiele wydarzeń powiązanych jest właśnie z górami, jak choćby z górami: Synaj, Czomolungma, Tabor, oraz oczywiście ludźmi jak choćby nie szukając daleko Jan Paweł II, oraz ksiądz Roman Rogowski, który poświęcił im znaczną część swej poetyckiej twórczości. Góry towarzyszyły od zawsze w ludzkości i od zawsze zajmowały w naszych dziejach miejsce szczególne, co odnajduje swoje odbicie w poezji, prozie, malarstwie, folklorze, ubiorze, oraz religii.

Ukazuje to jak silnie góry wpływają na człowieka, zmieniając wszystko w jego postawie – o ile oczywiście człowiek chce słuchać i potrafi przyjąć ich mistycyzm i piękno. Góry w wielu przypadkach przypominają surowego, acz kochającego i przede wszystkim sprawiedliwego rodzica. Nie zawsze są one bowiem miejscem sielanki, bywają też brutalne, bywają nieprzewidywalne i bardzo niebezpieczne. Lecz właśnie wówczas, góry jak żadne inne miejsce, obdzierają nas ze wszystkich noszonych na co dzień masek, nie czyniąc tego dla nich – lecz dla nas. Wówczas nadzy wobec siebie, sami ze sobą i swoją słabością, możemy dowiedzieć się ile jesteśmy warci naprawdę, ile jest w nas sił do walki, woli życia, wrażliwości… Góry więc uczą – uczą walczyć ze słabościami, zarówno ciała jak i psychiki. Kształtują wolę ucząc walczyć krok za krokiem – zawsze do przodu, nawet gdy ciało protestuje i mówi nie, kształtują psychikę ucząc człowieka przekraczać granice które wcześniej zdawały się nieprzekraczalne. Góry potrafią też ukarać – nie wybaczą bowiem błędów, nie ma w nich miejsca na ułudę, na kłamstwo – wymagają, ale też wiele dają… potrafią zachwycić pięknem, rozkochać w pejzażu, ofiarowują niepowtarzalny smak zwycięstwa po zdobyciu szczytu, radość z pokonania ograniczeń ciała i wątłej woli. Czynią to wszystko poprzez wysiłek, piękno, czasem grozę żywiołów natury, oraz poprzez… ciszę.

Góry nie zawsze przyjmą nas sielankową pogodą, czasem bywają zapłakane,
czasem groźne, zawsze jednak piękne i zawsze nauczające…

Tak, tak… żyjemy bowiem w czasach gdy cisza stała się nader rzadkim zjawiskiem, do tego stopnia że gdy zapada większości ze współczesnych, żyjących w miastach ludzi czegoś brak… żyjemy bowiem w cywilizacji huku który tak dalece zintegrował się z nami że przestaliśmy zwracać na niego uwagę, że wypełnił on nasze serca i umysły – że utraciliśmy umiejętność – tak ważną – wsłuchania się w ciszy w siebie samego… to właśnie ofiarują nam góry – nauczają i kształtują poprzez ciszę, wysiłek i piękno.

Korelacja z rzeczywistością…

Wróćmy raz jeszcze do mojego życia, cóż więc w takiej sytuacji, czegóż mogą góry mnie nauczyć, jak pomóc?

Paradoks – nieprawdaż?

Przecież teoretycznie miałem w nie powracać, a powrót nasila ból, a jednak… to właśnie dzięki temu, że wcześniej przez te wszystkie lata żyłem górami, nauczyłem się wytrwać tam gdzie inni być może by nie zdołali, nauczyłem się przede wszystkim walczyć – zawsze i do końca, tak długo jak długo nie zgaśnie ostatni oddech, góry nauczyły mnie również cierpliwości, jak wspinacza mającego przed sobą bardzo długą drogę, nie ważne jak dobry by nie był, jak bardzo by się nie spieszył, jego pośpiech nie skróci dystansu do przejścia, a może go tylko narazić na niebezpieczeństwo. Ta cierpliwość, ten upór, ta tolerancja na nowe wyzwania, a nawet częściowo ból, ale nade wszystkim pamięć o pięknie gór – pozwoliła mi przetrwać i znów w nie powrócić.

Już nie w Tatry Wysokie (a może miejmy nadzieję „jeszcze nie”), już nie na wielodniowe wyprawy z ciężkim plecakiem, lecz w Beskidy, na jednodniowe, wykradane chorobie wypady. Za każdym razem czuję się jakbym powracał do domu, lub wybierał się na spotkanie z serdecznym przyjacielem, za każdym też razem na nowo umacniają mnie w wierze, woli, oraz napełniają pięknem, za też każdym razem nasilają niestety dolegliwości bólowe… znów paradoks? Można by tu postawić więc pytanie, po co się tak męczyć, po co tam wracać, po co nasilać cierpienie? Cóż… no właśnie, to mistycyzm gór, ponieważ dzięki temu zdwojonemu wysiłkowi, bólowi i walce, po stokroć doceniam ich piękno, odczuwam radość z każdego małego zwycięstwa, każdy zapach, szum drzewa… bo tylko żyjąc na granicy możliwości wiem ile to życie jest warte, bo tylko sięgając po niemożliwe wciąż walczę, nie pozwalając pochłonąć się chorobie za życia.

Determinacja, siły, wytrzymałość, wrażliwość na piękno,
wszystko to czego uczą nas góry procentuje w życiu codziennym,
pomagając pokonywać nowe wyzwania i sięgać po to co zdawało się nieosiągalne.
Zdjęcie od lewej: Vyśny Tajch – w drodze na Tabakowe Siodło (Beskid Żywiecki) 18.08.2014 /  zachód słońca widziany ze zboczy Sokołówki (Beskid Mały) 22.05.2014

Góry „udomowione”…

Pisałem już o cywilizacji huku jaka nas otacza, wszyscy wiemy jak bardzo szybkim zmianom podlega nasz świat, nasze życie, niestety nie omijają te wydarzenia również i samych gór… one z oporem, ale też poddają się niechybnie destrukcyjnym działaniom człowieka. Dlatego część czytelników czytając powyższe słowa pomyślało – jak to… byłem w górach, nic takiego nie przeżyłem… tak, ponieważ zapewne nie były to góry te prawdziwe – lecz te „udomowione” przez naszą cywilizację. Rejony kolejek, wyciągów narciarskich, schronisk i pobliskich maksymalnie łatwych i króciutkich szlaków z kolejki do schroniska… tak, byłeś w górach – nie będąc w nich, tak, zobaczyłeś widoki nie widząc ich, tak, usłyszałeś śpiew ptaków (być może) nie słysząc go… by je odnaleźć, by je poczuć, trzeba porzucić te miejsca ucywilizowane, nie muszą to być oczywiście miejsca maksymalnie dzikie i odległe, co nawet przy braku doświadczenia byłoby niebezpieczne, wystarczy wyjść poza zasięg kolejek, oddalić się o kilka kilometrów by zobaczyć wszystko to co opisałem powyżej. Nader wszystko jednak trzeba się otworzyć i wsłuchać w ciszę. No właśnie… ciszę, znów ta cisza… owe udomowienie i ucywilizowane, przyniosło wraz z sobą hałas w góry, telefony, słuchawki na uszach, głośne grupy, alkohol… to wszystko zabójcy owego mistycyzmu, to wszystko obdziera góry z tego co mogą i chcą nam ofiarować – dlatego dziś jak nigdy wcześniej od nas zależy czy te dary przyjmiemy.

Dlatego nie idź w góry by napić się wyłącznie piwa, nie idź by pochwalić się przed kolegami / koleżankami, nie idź by tylko pogadać – idź by na nowo odnaleźć prawdziwego siebie, by odbudować siły nadwątlone życiem codziennym. Tak góry to wysiłek, to zmęczenie – to prawda, ale to zmęczenie oczyszcza, pozwala pozbyć się toksycznego wpływu cywilizacji, zmęczenia umysłu – to paradoksalnie zmęczenie które pozwala odpoczywać.

Góry „udomowione” to niestety znak dzisiejszych czasów…
nie trzeba jednak szukać bardzo daleko by odnaleźć „prawdziwe” góry,
tutaj zdjęcia z Hali Skrzyczeńskiej (Beskid Śląski) 13.02.2014
– góry są piękne każdą porą roku, o każdej z nich radują innym pięknem…

 

Zachody słońca w górach są niezapomnianym przeżyciem,
nie tylko dla oczu, ale przede wszystkim ducha…
po lewej zachód słońca na Wielkiej Raczy 17.08.2014,
po prawej zachód widziany z rejony siodła pod Malinowem (Beskid Śląski) 20.07.2014 

 

Góry w codziennym życiu…

Na koniec kilka słów o tym, jak owa mistyka gór ma się do wydawałoby się kompletnie nieprzystającej do wzniosłych uczuć i piękna, wyzwań dnia codziennego. To tylko pozory… góry bowiem jeśli przyjemy je do swego serca, pozostaną w nim nie tyko w chwili gdy w nich jesteśmy, lecz będą nam towarzyszyć w każdej sytuacji dnia powszechnego, siła którą ofiarują pozwoli nam (jak mi) wytrwać wobec stresu, nieprzyjemnych sytuacji, ciężkiej pracy, upór jakiego nas nauczyły w dążeniu do celu, pozwoli sięgnąć po to, co zdawało się nieosiągalne, a piękno którego doświadczyliśmy uczyni nas wrażliwszymi i bogatszymi.

Dary które ofiarowują nam góry zabieramy ze sobą w doliny,
by tam pomagały nam każdego dnia…
od lewej: zachód słońca – na wprost Malinów (Beskid Śląski) 20.07.2014
po prawej Skrzyczne jesienią widziane z rejonu siodła pod Beskidkiem 29.09.2014 

* * *

sebastian nikiel (14)
I gdyby nie góry

pewnie bym mniej cierpiał
I gdyby nie góry
może dłużej pozostałbym sprawny

Lecz gdyby nie góry

nie poznałbym smaku nieba
nie poczuł tej jedynej wyjątkowej radości
gdy serce przeciążone do granic wytrzymałości
mięśnie nabrzmiałem i napięte jak struna
robią ten krok do szczytu ostatni

I gdyby nie góry

nie zobaczyłbym miliona gwiazd
nie usłyszałbym szumu
wiatrem targanych świerków
szeptów traw
nie poczułbym zapachu
porannej rosy pośród
zielonych ukwieconych hal

Więc gdyby nie góry

tak – życie z pilotem i puszką piwa w ręku
tak – zapewne byłoby to łatwiejsze
prostsze i bez wysiłku

Lecz kim wówczas bym był?

Gdyby nie góry… nie istniałbym.

———————

Sebastian Nikiel

s-nikiel-mojegory.pl

  • Robert Smyka

    Świetny tekst! Tak góry są czymś więcej ponad ukształtowany specyficznie teren, bowiem są …bliżej Nieba. Czasem będąc Tam czujesz jak one ciebie Niebem przepełniają.

  • tomek Danielczyk

    pięknie napisane :) czasami życie człowieka potoczy się tak jak byśmy nie chcieli ale trzeba walczyc i każdą chwilę życia pielęgnowac kozystac z niej nie jeden młody człowiek powinien brac przykład z ciebie mimo bólu nie ustająca walka i wielka pasja. życzę ci abyś jeszcze wrócił w te wysokie Tatry różne cuda się zdarzają trzeba wierzyc – pozdrawiam mocno